Did You Know?

Wilczy klucz


Wilczy klucz
Sierpniowy zmierzch spływał na Puszczę jak chłodna woda. Mgła podnosiła się z mokradeł i snuła nisko nad kępami turzyc, a świerki pachniały żywicą tak intensywnie, że Nina miała wrażenie, jakby cały las oddychał na raz. Na kładce, która przecinała torfowisko, deski skrzypiały delikatnie pod jej kaloszami. Po prawej, daleko, odezwał się klangor żurawi. Runo, rudy kundel o postawionych uszach, sunął przy nodze, nie spuszczając oczu z ruchów dziewczyny. – Mamy jeszcze kawałek do fotopułapki – mruknął Janek, poprawiając lornetkę na szyi. – Jak się pospieszymy, zdążymy przed ciemnością. Nina przytaknęła, ale zwolniła, bo na wilgotnym piasku między deskami zobaczyła odcisk. Nie, dwa. Kucnęła, odgarnęła igliwie. Wąski ślad łapy z wyraźnymi czterema opuszkami. Obok drugi, mniejszy, jakby niepewny. – Wilk – powiedziała półgłosem. – Młody i dorosły. Zobacz, długość… osiem centymetrów z kawałkiem. Janek przysiadł obok. – Idą kładką? To dziwne. – Zerknął na nią krótko. – Widzisz to? Nina już to widziała. W powtórzonych co kilkanaście kroków odciskach przewijał się jeszcze inny ślad: cienkie, półokrągłe wycięcie w piasku, jakby coś metalowego musnęło podłoże i pozostawiło kreskę. Nie pasowało to ani do wilka, ani do człowieka. – Wczoraj na nagraniu było coś błyszczącego przy szyi tego małego – przypomniała. – Myślałam, że to tylko cienki pasek światła. Może jednak nosi coś… – ...czego nie powinien – dokończył Janek i gwizdnął cicho do Runa. – Blisko nogi, stary. Bez szarżowania. Drzewa zagęściły się, kładka skończyła, a ścieżka skręciła wzdłuż czarnej wstęgi strumyka. Woda niosła z sobą chłód, słychać było plusk żab i pojedyncze trzepotanie skrzydeł. Przez chwilę nad głowami przemknął siwy cień – kruk, który usiadł na poskręcanym topolu i odezwał się ochrypłym „krak”. Runo zadarł pysk, ale pozostał przy nodze. Na polanie zwanej przez leśników Starymi Pniami stała ich fotopułapka. Nina odbezpieczyła metalową skrzynkę i wyjęła kartę pamięci. Ekran małego podglądu zamigotał. Przesuwała klipy po kolei: sarna, dzik, para lisów, znowu sarna. Potem – nocne ujęcie z wczoraj. W kadr wszedł niewprawnie stąpający wilczyk, obrośnięty jeszcze puchatą sierścią, z oczami odbijającymi promień na jasnozielono. I błysk, krótki jak trzepot powieki: przy jego szyi coś zabiło o kość i zalśniło. Metal. – Widzisz? – Janek zniżył głos. – On naprawdę coś niesie. – A kruki przy nim – zauważyła Nina. – Dwa, może trzy. Jakby go prowadziły. Rozejrzała się po polanie. Na skraju, w trawie, ktoś – lub coś – ułożył pióra w okrąg. Były czarne i lśniące, z połyskiem granatu. W środku leżał płaski kamień, przecięty białą żyłką. To nie wyglądało na dzieło wiatru. – Zagadkowe – mruknął Janek, spuszczając wzrok na ziemię. – Nie dotykaj. Nie zamierzali. I tak już czuli, że las patrzy. Runo drgnął. Uszy się wyostrzyły, ogon stwardniał. Z trzcin za strumykiem dobiegło delikatne posapywanie. Najpierw zobaczyli błysk mosiądzu – mały, gładki kształt, jak guzik albo moneta, obijający się o gardło. A potem wyłonił się on: wilczy szczeniak, jeszcze nieproporcjonalny, z łapami za dużymi jak na swoje ciało. W świetle zaszłego słońca jego sierść miała odcień dymny. Na szyi miał cienki, zszarzały rzemień, a na rzemieniu – mosiężny klucz. Drobny, stary, o ząbkach z których jeden był wyraźnie wyszczerbiony. Szczeniak zatrzymał się na krawędzi wysokiej trawy. Oczy miał jasne jak woda w strumieniu. Runo przywarł do ziemi, nie szczekał; tylko bardzo powoli merdał końcem ogona. Nina opadła na pięty, odwróciła głowę nieco w bok, tak jak kiedyś uczyła ją babcia: nie patrzeć drapieżnikowi prosto w oczy, nie robić gwałtownych ruchów. – Hej, maleńki – wyszeptała, choć wiedziała, że to nie pies. – Nic ci nie zrobimy. Klucz stuknął o kość, kiedy wilczek przechylił łeb. Zrobił jeden krok, potem drugi. Zatrzymał się na tyle blisko, że Nina mogła dostrzec błotniste plamki na jego skroni i delikatne drżenie nozdrzy. Palce dziewczyny same imieniem pamięci odszukały notes w kieszeni. Powstrzymała się – nie teraz. Po lewej kruk przeskoczył z gałęzi na gałąź, jakby niespokojny. Zapadła cisza, w której słychać było tylko strużki wody sunące po kamieniach. I wtedy pod pierzyną liści coś cięższego niż sarna postawiło krok. Gałąź pękła, dźwięk był tłusty, bliski. Szczeniak uniósł łeb tak gwałtownie, że klucz zadyndał jak wahadło. W tym samym momencie Runo zawarczał krótko, ostrzegawczo, i stanął pomiędzy Niną a ścianą krzewów. – Nina, nie ruszaj się – powiedział Janek cicho, ale jego głos miał nową, cienką nutę. – Za tobą. Dziewczynie zadrżały łopatki. Powietrze zgęstniało. W korytarzu między jałowcami zamigotały dwie, potem cztery zielone iskry. Pary oczu. Coraz bliżej, coraz wyżej nad ziemią. Ktoś – albo coś – wysunęło łapę na polanę, a połysk sierści przesunął się po krawędzi światła.


Author of this ending:

Age category: 13-15 years
Publication date:
Times read: 34
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.