Wilcza Góra i Pieśń Świtu
Borys usiadł na pniu, sapnął ciężko i wytarł brudną ręką pot z czoła. Środek czerwca był wyjątkowo gorący, a las wokół Wilczej Góry, choć gęsty i zielony, zatrzymywał upał niczym pułapka. Mimo tego, chłopak nie narzekał. To właśnie tu, z dala od miasteczka i szkolnych kłopotów, czuł się najlepiej.
Obok niego stanęła Lena. Miała ciemne włosy związane w kucyk i oczy, które zdawały się dostrzegać w mroku rzeczy ukryte przed resztą świata.
– Widziałeś to? – szepnęła, wskazując na niewielką polanę. Z wysokiej trawy wyłaniał się cień, zbyt duży na lisa, zbyt cichy na dzika.
Borys zmarszczył brwi. Baśnie o Wilczej Górze, które opowiadał mu dziadek, nagle stały się o wiele bliższe niż zwykle.
– Chodźmy bliżej, ale uważajmy – odpowiedział, sięgając po gałąź, jakby mogła go ochronić.
Skradali się przez paprocie i wysokie zioła, starając się nie złamać ani jednej gałązki. Nagle Lena przyklękła i uchyliła fragment gęstych liści. Na środku polany, w srebrzystym świetle popołudnia, stała postać. Była wysoka, otulona szalem utkanym jakby z mgły. Na ramieniu miała kruka, a pod jej stopami rozpościerały się niezwykłe, wijące się korzenie – jakby drzewo rosło odwrotnie, wprost spod ziemi.
Borys czuł, że powinien uciekać, ale nie mógł oderwać wzroku. Nagle postać odwróciła głowę i spojrzała prosto na nich. Jej oczy – raz zielone, raz szare – lśniły dziwnym światłem. Kruk rozłożył skrzydła, a powietrze wokół zadrżało lekko, jakby ktoś zaczął cicho śpiewać pradawną pieśń.
Lena ścisnęła Borysa za rękę. W tej jednej chwili świat wokół ich przestał być zwyczajny. Coś zaczęło się dziać – coś, co może na zawsze odmienić ich życie...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?