Wiedźmi Szlak: Zew Ciemnego Boru
Letni zmierzch nad wioską Modrowie wypełniał powietrze ciepłem i szeptem świerszczy. To właśnie wtedy, gdy słońce ledwie dotykało już koron wysokich sosen, Lila, Natan i Igor znów wymknęli się za wiejskie domostwa. Każde z nich nosiło w sobie dziwne przeczucie, że dzisiejszy wieczór przyniesie coś więcej niż zwykłe błądzenie po lesie.
Skradali się przez twardą trawę ukrytą między migoczącymi brzozami. Lila, najodważniejsza z nich, prowadziła, trzymając w dłoni stary kawałek drewna – wystrugany przez jej dziadka kij, o którym mówiono, że ma chronić przed złem. Igor, nieco zamyślony, szedł z tyłu, a jego telefon pełnił rolę latarki. Natan natomiast starał się nie zostawać w tyle, choć wolałby czasem zostać przy ognisku z babcią, słuchając historii o dawnych bogach i demonach.
Gdy tylko przekroczyli granicę Ciemnego Boru, powietrze zrobiło się zupełnie inne – cięższe, jakby las obserwował każdy ich krok. "Coś tu pachnie kadzidłem," szepnęła Lila, a Igor skinął głową, bo i on poczuł dym ziołowy, choć żadnego ogniska nie było widać.
Zatrzymali się nagle, bo przed nimi, na miękkim mchu, pojawiły się ślady – okrągłe jak od bosej stopy, wykreślone w mokrej ziemi. Lila przykucnęła i dotknęła ziemi palcami. "Ktoś tutaj był. Niedawno. I to nie jeden ktoś." Natan próbował żartować, ale śmiech ugrzązł mu w gardle. Las zdawał się szeptać własnym językiem. Z oddali dobiegło ich jakby przeciągłe wycie, nienaturalne i niepokojące.
Igor pochylił się bliżej śladów i znalazł coś jeszcze: kawałek czerwonej wstążki, przypięty do niewielkiej sosny. "To znak ochronny – jak w starych obrzędach," powiedział cicho, przypominając sobie słowa babci. "Ktoś coś tu zostawił na noc. Może czuwali nad czymś?"
Wtem zza kolejnych drzew rozbłysło światło – nie latarka, ale złocista poświata, jakby płonęły niewidzialne ogniki. Liście zaszumiały gwałtownie, a chłód przeszył powietrze. Lila ścisnęła kij mocniej. "Idziemy dalej?" szepnęła, a jej głos drżał nie tylko z emocji.
Nikt nie odpowiedział, ale wszyscy ruszyli w stronę światła. Im bliżej byli, tym wyraźniej słyszeli głosy – ani ludzkie, ani całkiem zwierzęce, przypominały raczej pieśń podawanej z ust do ust od setek lat. Gdy przystanęli na skraju śródleśnej polany, zobaczyli dziwną sylwetkę stojącą tuż przy ołtarzyku z kamieni i poroża jelenia.
Nikt nawet nie śmiał sięgnąć po telefon. W tamtej chwili czas zatrzymał się, a trzej przyjaciele poczuli, że znaleźli się w miejscu, gdzie świat ludzi miesza się z czymś starszym i dużo potężniejszym...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?