Warta i szept komety
Na pokładzie żaglowca słonecznego Warta Lena trzymała samotną nocną wachtę tej nocy. Statek cicho skrzypiał, gdy szerokie żagle drgały pod wymierzonym wiatrem fotonów. Za oknem rozciągała się pustka, ozdobiona chłodnym blaskiem pasa asteroid. Miała siedemnaście lat i świeżo zdany egzamin nawigacyjny, jeszcze pachnący atramentem.
Na panelu komunikacyjnym mignęła wiązka w archaicznym formacie, prawie zapomnianym w kosmosie. „To nie powinno iść tą drogą” — mruknęła, po czym włączyła filtr odsiewu. Zapis fal układał się w melodię, którą matka nuciła jej przed snem. Na końcu ktoś szeptał jej imię, jakby z bardzo starego radia.
„Basia, źródło?” — Lena dotknęła ekranu, a sztuczna nawigatorka przygasła z wahaniem. „Lokalizacja zmienna, wektor wskazuje kometę GR-121 Janina, strefa niekatalogowana” — odpowiedziała. „Oskar śpi?” — zapytała jeszcze, chociaż znała odpowiedź z panelu załogi. Nie chciała budzić drużyny; miała pierwszy samodzielny patrol i coś do udowodnienia. Skorygowała kurs o milimetry, wykorzystując ruch żagli, by nie wzbudzić alarmów.
Kometa okazała się nie tyle bryłą lodu, co ostro ciętą kulą z ciemnych paneli. Pod cienkim nalotem lodu tliła się kratownia, przypominająca szkielet ogromnego jeża. Basia zwiększyła kontrast i dodała: „Obiekt nie figuruje w rejestrach ani w pamięci sond”. Z wnętrza dochodził puls sygnału, coraz czystszy, jakby ktoś właśnie stroił nadajnik. „Słyszysz mnie, Leno?” — słowa niosły się po kabinie, a ona poczuła gęsią skórkę.
Założyła skafander, zapięła linkę i wsunęła do kieszeni rejestrator dźwięku przenośny. „Zostaw drzwi na ryglach i licz moje tętno” — poleciła Basi, rozchylając śluzę. Płynęła nad powierzchnią jak nad zamarzniętym jeziorem, z gwiazdami w roli latarni. Przy siatce paneli znalazła owalny właz, zaszroniony i niemal niewidoczny dla oka. Pod lodem widniał starty orzeł i słowo, z którego została tylko litera P.
Sygnał podskoczył, przeszedł w chrapliwy szept, jakby ktoś odetchnął tuż przy jej hełmie. Metal pod palcami zadrżał, a właz rozjaśniły linie, pulsujące rytmem obcego serca. „Autoryzacja przyjęta” — powiedział nieznajomy głos po polsku, ciepły, lecz nienależący do człowieka. Wewnątrz otworzyło się coś jak korytarz, a z mroku wypłynęło jasne spojrzenie. Lena zacisnęła dłoń na uchwycie, gdy nagle usłyszała drugie, bardzo znajome wołanie. I zanim zdążyła odpowiedzieć, coś od środka zaczęło wysuwać jej imienną kartę identyfikatora przez szczelinę włazu.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?