Warstwa Zero: Archiwum Przystajni
W Przystajni, miasteczku między lasem a rzeką Srebrną, historia kurzyła się w murach starej parowozowni. Tam mieściło się archiwum, gdzie Lena dorabiała po lekcjach, wśród teczek pachnących kurzem i smarem. Metrowe regały załamywały się w labirynt, a żółte lampy drżały przy każdym przejeździe pociągu. Lubiła ten chłód i porządek dat, bo w przeciwieństwie do ludzi nie kłamały. Tego popołudnia skrzynka pocztowa wypluła kopertę bez znaczka, zaadresowaną dziwnie: „Lenie sprzed pierwszego skoku”.
W środku znalazła plan piwnic z odręcznymi strzałkami i krótką notatkę: „Zaufaj, ale mierz czas. H.T.”. Zawołała Mikołaja z technikum, który potrafił naprawić wszystko, co miało przewody i cierpliwość. Razem zeszli po betonowych stopniach, licząc je zgodnie z planem, aż do najciemniejszego narożnika. Za regałem 7C faktycznie stała metalowa skrzynia z zamkiem, jak z wagonu pocztowego. Śrubokręt Mikołaja poradził sobie po trzech próbach, a w środku spoczywał mosiężny przyrząd przypominający zegar bez tarczy, opleciony miedzianymi pierścieniami.
Na boku wytrawiono napis: „Okno skoku: 91 sekund. Nie wolno samemu”. Obok leżała karteczka z równaniami i datą, która jeszcze nie nadeszła. — Ktoś zrobił nam pokój zagadek — mruknął Mikołaj, ale w oczach świeciła mu ciekawość. Podłączył urządzenie do akumulatora z wózka, a pierścienie zadrżały, jakby łapały rytm czyjegoś pulsu. Lena znalazła pokrętło z drobną skalą, gdzie zamiast godzin widniały „warstwy”. Warstwa zero błyszczała na czerwono, jakby czekała na czyjś upór i podpis.
— Jeśli to naprawdę działa, możemy zobaczyć jutro zanim nadejdzie — powiedziała Lena spokojniej, niż się czuła. — Tylko sprawdzimy dziedziniec szkoły o świcie, niczego nie dotykamy, żadnych rozmów. Mikołaj skinął, lecz wbił palec w brzeg kartki, jakby szukał ratunku w marginesie. — A jeżeli są zasady, o których nie wiemy? — wyszeptał, kiedy nad dachem zagrzmiał pociąg i drgnął tynk. W odpowiedzi z mroku rozległo się ciche kliknięcie, jakby ktoś z zewnątrz przestawił przełącznik o jeden ząbek.
Z pierścieni buchnęło zimne światło, które nie miało koloru, tylko gęstość. Powietrze zadrżało, metal skrzyni zatrzeszczał, a czas w archiwum zwolnił jak pociąg przed stacją. Ktoś wbiegł na schody i stłumił oddech, jakby bał się poruszyć powietrze. Z ciemności wysunęła się dziewczyna w przemoczonym płaszczu, z taką samą blizną na brwi jak Lena. — Posłuchaj mnie uważnie — powiedziała ochryple, łapiąc Lenę za nadgarstek i odsuwając ją od pokrętła. — Jeśli wciśniesz warstwę zero, nie zobaczysz jutra, tylko coś, co już czeka. W tej chwili pokrętło samo drgnęło, czerwony punkt skoczył na znak, a urządzenie zaczęło odliczać.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?