W cieniu zorzy polarnej
Wiatr dął od północy z siłą, która potrafiła zgasić nawet najgorętsze ognisko. Sigrun poprawiła futro narzucone na ramiona i spojrzała spod zmrużonych powiek na Sigurda, który szedł kilkanaście kroków przed nią przez śnieżną przestrzeń. Przeklęty był ten kraj dalekiej północy – dziki, lodowaty, obcy. Ale to właśnie tu, daleko od fiordów ich rodzinnej Islandii, miało rozegrać się coś, co mogło odmienić nie tylko ich, ale i całą wioskę.
Wszystko zaczęło się w trakcie długiej nocy, kiedy światło zorzy polarnej tańczyło na niebie w kolorach, jakich nigdy wcześniej nie widzieli. Stary skalny malunek, który odnaleźli w jaskini podczas wyprawy po drewno, wyglądał niewinnie – spirala otoczona runicznymi znakami. Jednak w świetle pochodni Sigrun zauważyła, że jedna z run świeci słabym, zielonkawym blaskiem, jakby zorza polarna wsiąkła w kamień. Sigurd, zaintrygowany, dotknął symbolu i nagle ziemia zadrżała pod ich stopami tak mocno, że oboje upadli w śnieg.
Sigurd łapał oddech, próbując zrozumieć, co się wydarzyło. Sigrun podniosła się ostrożnie i spojrzała na niego z niepokojem. "Widziałeś to? Runy się poruszyły... nigdy nie widziałam czegoś podobnego! Może powinniśmy wrócić do obozu?" – zapytała, słysząc własny głos odbijający się od ścian jaskini.
Jednak ciekawość była silniejsza od strachu. Oboje weszli głębiej między wilgotne skały, gdzie powietrze było gęste i ciężkie. Za kolejnym zakrętem ujrzeli coś, co zmroziło im krew w żyłach: w ścianie skalnej ukazała się szczelina, a wewnątrz niej migotało nieziemskie światło, pulsujące jak żywa istota. Na ziemi widać było ślady – ludzkie stopy, ale prowadzące w głąb szczeliny, gdzie z każdą chwilą światło stawało się intensywniejsze.
Sigurd sięgnął po topór, ścisnął go mocniej niż zwykle. Sigrun cicho wypowiedziała imiona bogów, prosząc o opiekę. Ruszyli powoli, mając świadomość, że od tego, co odkryją, mogą już nigdy nie wrócić tacy sami. Kroki odbijały się echem, gdy nagle z głębi zawirował lodowaty podmuch i stłumiony dźwięk, przypominający dzwonienie starożytnej stali. Na końcu szczeliny, wśród wirujących kolorów zorzy polarnej, coś się poruszyło... i wtedy wszystko dookoła na moment zamarło.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?