Did You Know?

Ulica Szeptów


Ulica Szeptów
Lira, czeladniczka w Miejskim Skryptorium Kamiennej Bramy, słyszała dzwony, gdy mapa miała puste miejsce. Miasto leżało w gardle mgły, otulone wałami i daleką Cisową Krawędzią, gdzie kamienie podobno śpiewały nocą. Starsi kartografowie powtarzali, że białe plamy to łaska, nie błąd, i trzeba je zostawiać w spokoju. Lira nie umiała; jej ołówek drżał na brzegach niedorysowanego, jakby coś tam oddychało, czekając na imię. W tym roku wracała kometa Powracająca, a dzwony już ćwiczyły swoje dziwne, odwrócone bicie. W piwnicy skryptorium Lira znalazła mapę, skrobaną i przepisaną tyle razy, że pergamin pamiętał inne miasta. Gdy ogrzała ją nad samowarem, wykwitła cienka kreska, wciśnięta między znane ulice: Ulica Szeptów. Wąska notatka z marginesu szeptała: „Otwiera się przy siódmym biciu wstecz”. Mistrz Rawicz spojrzał chłodno, kazał oddać znalezisko i wszystko natychmiast zapomnieć. Tego wieczoru noc komety pachniała rdzawą miedzią i deszczem, lepka jak świeży sok jałowcowy. Lira zabrała polowy lampion, kredę, gwiezdny kompas i nić kotwiczną, którą kartografowie wiązali do pasa, aby wrócić. Na biurku zostawiła karteczkę dla Finy z magazynerii, że tylko „prostuje małą krzywiznę”, i zsunęła się po schodach. Gdy dzwony zaczęły bić wstecz, ulica pod murami poruszyła się jak szeroka, ciemna wstęga. Ściana, gdzie nic nie powinno być, zadrżała od kamiennego szeptu, miękka i bliska jak skóra olbrzyma. Ulica Szeptów wysunęła się z muru, wąska, ze śliskimi dachami i oknami zasłoniętymi od środka. Lampion prychnął, gdy przestąpiła próg, a miedziana lisica na rynnie skłoniła się dwornie i zniknęła. Z końca zaułka patrzyły na nią drzwi bez domu, z kołatką w kształcie oka, które powoli mrugnęło. Pergamin w jej dłoni przewracał linie, rysując nowy kierunek, tym razem niepojęcie w górę. Kompas wskazał niebo, jakby na dachu czyhał port, ukryty w zawiniętym bruku nocy. Nić kotwiczna napięła się i szarpnęła, jakby coś chciało ją unieść ponad bruk i deszcz. Dzwony uderzały wstecz coraz szybciej, a kamienie pod stopami drżały od pilnych, niewidzialnych kroków. Drzwi otworzyły się na szerokość dłoni, tchnąc chłodem pachnącym atramentem i śniegiem, a w środku zaszumiały gwiazdy, pływające zupełnie jak ryby. Oko kołatki rozszerzyło źrenicę i wyszeptało jej imię, a litery z mapy uniosły się, jarząc, i zaczęły spinać powietrze nicią znaków. — Czy przyniosłaś atrament ciszy? — padło z progu, a Lira poczuła, jak koniec nici szarpie ją wyżej, aż odrywają się czubki butów.


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 25
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.