Did You Know?

Ulica, której nie ma


Ulica, której nie ma
Lena pracowała w miejskim archiwum, gdzie kurz miał własny kalendarz, a mapy szeptały wieczorami. W pewien deszczowy poniedziałek odłożyła na bok segregator i znalazła teczkę oznaczoną: Ulica, której nie ma. W środku był plan dzielnicy, na którym między dwiema kamienicami straszyła pusta, biała szczelina. Ktoś dopisał ołówkiem datę sprzed pół wieku i znak w kształcie skromnej latarni. Tego samego wieczoru, ciekawość wygrała z rozsądkiem, więc Lena zabrała plan i wyszła na deszcz. Miasto pachniało ozonem, neon odbijał się w kałużach, a tramwaje wlokły się jak niechętne wieloryby. Zgodnie z planem, bezimienna szczelina powinna była gnieździć się między sklepem z guzikami a piekarnią. Zamiast niej stał mur z odrapanym tynkiem, a na tynku migotał znak, jakby zrobiony ze światła. Lena przyłożyła mapę do muru i poczuła lekki prąd, jakby mur oddychał przez cienką kartkę. Serce dudniło, lecz ciekawość popychała ją, kiedy wyrównała rysunek latarni z pęknięciem tynku. Coś zakliknęło niewidzialnie, a światło z kałuż zebrało się w smugę, która przecięła ścianę jak zamek. Mur zadrżał i odsunął się w bok, odsłaniając wąski korytarz, pachnący kurzem, słodem i burzą. Na końcu korytarza paliła się mała latarnia, a pod nią wisiał szyld: Biuro Rzeczy Nieistniejących. Na drzwiach, zamiast klamki, tkwił stopiony metal, popękany jak lustro, które zapamiętało zbyt wiele twarzy. Lena cofnęła dłoń, gdy usłyszała czyjś kaszel w ciemności, a potem miękki krok, niespieszny i pewny. Z półmroku wyłoniła się starsza kobieta w płaszczu z kieszeniami wypchanymi listami, niosąc klucz wielkości dłuta. „Spóźniłaś się o siedem lat i pięć deszczy” – powiedziała spokojnie i podała Lenie klucz z brzękiem. „Nie mamy czasu na herbatę, miasto już nam to liczy, bo odzyskało fragment, którego nie pamiętało.” „Jeśli wejdziesz, będziesz musiała oddać coś, co wydaje ci się własne, lecz zawsze należało do tej ulicy.” Zza drzwi dobiegł niski pomruk, metal drgnął i rozjaśnił się od środka; Lena wsunęła klucz do zamka. Korytarz zaciął się przeciągiem, gdzieś daleko zawyła syrena, a w kałużach na zewnątrz zgasły neony. „Nie odwracaj się, choć usłyszysz własne kroki za plecami” – wyszeptała kobieta, patrząc ponad ramieniem Leny. Rzeczywiście, po chwili rozległy się kroki, idealnie zgodne z jej oddechem, obce i dokładnie takie same. Metal klucza był zimny, jak pierwszy śnieg, a zamek pulsował światłem, które zdawało się liczyć do trzech. Lena zacisnęła palce, powietrze drgnęło jak membrana bębna, i nagle ktoś po drugiej stronie poruszył zasuwą.


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 27
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.