Did You Know?

Trzynasty dzwon wieży


Trzynasty dzwon wieży
Marek wrócił do Brzezin, gdy sierpniowe wieczory pachniały metalem rzeki i mokrą cegłą. Nad miastem sterczała stara wieża wodna, zamknięta od lat po dziwnym wypadku. W nocy słychać było z niej cichy, trzynasty dzwon, jakby ktoś mylił czas. Ciotka Adela, zaginiona bibliotekarka, zostawiła mu notatnik pełen map i ostrzeżeń. Na pierwszej stronie napisała tylko: „Jeśli usłyszysz trzynaście, nie patrz na zegar”. Marek nie lubił zagadek, jednak nie miał innego pożegnania. Przeglądając notatnik, odkrył plan miasta narysowany odręcznie, a potem odwrócony lustrzanie. W centrum widniała wąska uliczka, której nikt nie pamiętał, kończąca się strzałką ku rzece. Pomiędzy liniami ktoś rysował ćmy o pokruszonych skrzydłach, zawsze w trzech miejscach: archiwum, nabrzeże, wieża. Pod jedną ćmą ciotka dopisała drobnym pismem: „Nie pytaj, słuchaj”. Słowa brzmiały jak żart, lecz zamknęły mu gardło; ktoś wybrał właśnie jego. Archiwum pachniało kurzem, atramentem i myszami, a zegar nad wejściem milczał od lat. Pan Godlewski podniósł wzrok znad księgi i zmrużył oczy, jakby rozpoznał obcego. „Szukasz wieży? To nie dla ciekawskich” — powiedział, odkładając pieczątkę. „Szukam odpowiedzi” — odparł Marek, pokazując notatnik i trzymając nerwowo czapkę. Starszy mężczyzna milczał chwilę, po czym wskazał wąski korytarz między regałami. „Półka numer trzynaście nie istnieje; jeśli ją znajdziesz, oddaj mi klucz”. W wąskim magazynie regały szumiały papierem, jakby coś się przemieszczało między stronicami. Marek naliczył dwanaście numerów, a potem jeszcze jeden, pomalowany na szaro. W środku czekała blaszana puszka i klucz w kształcie skrzydła. Nad rzeką wiatr niósł zapach rdzy i alg, mieszając go z chłodem śliskich głazów. Kamienie nabrzeża układały się jak na szkicu, a w środku tkwiła zardzewiała kratka odpływu. Marek wsunął skrzydlaty klucz w pęknięty otwór; coś w głębi zaskoczyło, jakby ziewnął ślepy mechanizm. Z wieży dobiegł trzynasty dzwon, choć zegarek pokazywał dopiero jedenastą. „Marek” — szepnęło powietrze, albo woda, albo ktoś stojący tuż za nim. W murze obok kratki odskoczyła wąska płyta, odsłaniając ciemny korytarz. Korytarz pachniał wilgocią i starym klejem do opraw, który wgryzał się w język. Ściany zdrapane były kredą, nazwiskami i datą powtarzaną jak echo: 1899. Schody pięły się łagodnie w górę, aż do wnętrza wieży pełnego kół, lin i luster łapiących światło rzeki. Na krześle stał mały magnetofon, wciąż ciepły, choć nikt go nie dotykał. „Jeśli to słyszysz, już wiesz” — odezwał się głos ciotki Adeli, niepewny i stanowczy. Zębatki ruszyły bez ostrzeżenia, lustra zamigotały, a za jednym z nich poruszył się cień. Ktoś, niewidoczny, wyciągnął dłoń do głównej dźwigni.


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 19
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.