Trzynaście uderzeń wieży
Na Halloween nasze miasteczko wygląda jak teatr bez biletera i bez końca. Noc gęstnieje od dymu zniczy, a dynie mrugają z parapetów jak sygnały. Mam siedemnaście lat i dyktafon po tacie, który kiedyś nagrywał ptaki. W tym roku nie szukam cukierków; szukam odpowiedzi na jedną starą plotkę. Na forum szkoły ktoś wczoraj rzucił wyzwanie: sprawdźcie, czy legenda jeszcze oddycha.
Maks przynosi latarkę tak mocną, że wypala dziury w mgle pod ratuszem. Zuza wrzuca do plecaka cukierki na wymówkę i zmięty plan naszej trasy. W bibliotece znaleźliśmy wycinek sprzed lat o wieży ciśnień bijącej trzynaście razy. Podobno dodatkowy dzwon budzi Szeptarkę, co zbiera historie, ale oddaje wspomnienia.
Idziemy ulicą Garncarską, gdzie kamienie pamiętają więcej kroków niż kronika miasta. Latarnia nad nami trzaska, jakby miała własny rytm, i nagle gaśnie bez ostrzeżenia. "Spokojnie," mówię, chociaż serce próbuje uciec mi do rękawa kurtki dzisiaj. Dyktafon zapisuje ciszę, lecz wskaźnik drga, jakby ktoś szeptał z samego chodnika.
Wieża ciśnień stoi za tartakiem, ogrodzona siatką, bardziej pusta niż niedokończone zdanie. Ktoś zerwał kłódkę wcześniej; wiszący metal kołysze się jak wahadło odliczające nasze kroki. "Jeśli uciekniemy, powiemy, że zabrakło baterii," rzuca Zuza, udając żart lżejszy od powagi. W środku pachnie rdzą i jabłkami, jak na strychu po babci, gdzie nic nie jest martwe.
Maks stawia latarkę na betonie, a światło skacze po ścianach jak piłka bez właściciela. Pod schodami znajduję polaroid z czyjąś twarzą rozmazaną jak deszcz, podpisaną moim imieniem. "Przestań, Lena, to żart," mówi Maks, ale nie śmieje się nawet przez sekundę. Dyktafon odtwarza trzask, potem nasz śmiech sprzed chwili, a na końcu głos starszej kobiety. Głos mówi: "Oddajcie, co wzięliście", choć przysięgam, że nic jeszcze nie zdążyliśmy stąd wziąć.
Nagle z zewnątrz dochodzi pierwszy gong kościelny, choć jest dziewiąta, i nikt już nie żartuje. Drugie uderzenie rozsypuje kurz z galeryjki, trzecie porusza polaroid, który wypada mi pod stopy. Wyświetlacz telefonu miga sam, mimo trybu samolotowego, a na ekranie pojawia się nowe zdjęcie. Jesteśmy na nim wszyscy troje, przy wejściu, z czwartą sylwetką trzymającą klucz obok mojej dłoni. Za drzwiami słychać już czwarte uderzenie, a potem piąte, i coś porusza zamkiem od środka.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?