Trzeci dzwon i gwiazda
Wigilia przyszła śniegiem i dźwiękiem kolęd, które odbijały się od kamienic Gdańska. Lena skończyła wolontariat na jarmarku, rozdała ostatnie pierogi i zmarznięte mandarynki. W domu pachniało barszczem, garaż dziadka wciąż stał cichy i zamknięty. Na biurku czekała paczka, odesłana zgodnie z jego wolą dopiero dziś. Na wieczku znalazła wyryte słowa: Dla tej, która zobaczy pierwszą gwiazdę.
W środku leżała szklana gwiazda, stara i lekka, z miedzianym rdzeniem jakby spaloną nicią. Pod nią krył się zwinięty pergamin, pachnący dymem i klejem stolarskim. Dziadek pisał równo: Oddaj Światłu, kiedy trzeci dzwon przemówi, a jeśli zawahasz się, miasto zaśnie. Lena parsknęła nerwowym śmiechem, ale gwiazda była ciepła, jakby pamiętała jego dłonie.
— Dziwny prezent — mruknął Szymon, kuzyn, który przyszedł odśnieżyć ich balkon. — Trzeci dzwon to u Katarzyny, o dwudziestej trzeciej pięćdziesiąt dziewięć, pamiętasz carillon? Lena spojrzała przez okno na kościół, którego wieża rysowała ciemny ząb nad jarmarkiem. Światła straganów drżały, chór intonował Wśród nocnej ciszy, a gwiazda rozjaśniła się od jednego akordu. — Pójdziesz ze mną, zanim dzwony zaczną grać? — zapytał cicho. — Dziadek nie żartował bez powodu, a ty widzisz, że ona reaguje.
Poszli, mijając sople, mokre brukowane przejścia i parę tańczącą przy automacie z cynamonem. Przy bramie św. Katarzyny ktoś zostawił ślad w szronie, przypominający szkic mapy i znak stolarskiego cyrkla. Wnętrze było półciemne, tylko lampka przysiadała przy obrazie świętej, jak ostrożny ptak. Kiedy weszli po schodach, gwiazda zadrżała, a telefony straciły zasięg. Zegar w wieży pomrukiwał, jakby ostrzegał drewno, cegły i powietrze.
Na podeście przed dzwonami spoczywały kawałki wiórów, identyczne jak te z dziadkowego warsztatu. Lena klęknęła, dotknęła jednego, a pod deską zaświtał wąski szlak światła, prowadzący do żelaznego gniazda w kształcie gwiazdy. — To wygląda jak zamek — wyszeptał Szymon, cofając się mimo woli. — Jeśli to pułapka, zatrzaśnie się na nas jak wilczy dół — dodał, patrząc na mrok. Jej serce odpowiadało biciem, które zgubiło takt z zegarem. Nad nimi dzwony westchnęły, przygotowując oddech przed trzema uderzeniami.
Lena uniosła szklaną gwiazdę, a przez sklepienie przefrunęła milcząca sowa, znacząc noc popiołem. Skala wiatru zmieniła dźwięk wieży, a na metalowej krawędzi zalśnił cienki, znajomy znak dziadka. Wskazówka przeskoczyła na pięćdziesiąt dziewięć, podłoga zadrżała jak deska na mrozie. — Teraz — powiedział Szymon, lecz nagle ktoś, niewidoczny między dzwonami, chwycił Lenę zimną dłonią za nadgarstek.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?