Tramwaj o 3:07
Lena miała siedemnaście lat i mówiła, że miasto oddycha po zmroku. W Brzasku Nadmorskim latarnie trzeszczały, a morze pchało mgłę w ciasne ulice. Po zmarłej babci Anieli został jej atlas, który nigdy nie chciał być spokojny. Strony szumiały bez wiatru, a atrament potrafił zmieniać kształty, jak przypływ. Tego wieczoru Lena odczytała na marginesie zaklęcie, napisane na pół zacierającym się tuszem.
Nazywało się Zwołanie Trasy i obiecywało ujawnić drogę, której jeszcze nie było. Obok leżała mosiężna igła, cienka jak szpilka, z główką przypominającą różę wiatrów. Lena dotknęła jej palcem, a igła drgnęła, szukając północy w zamkniętym pokoju. Wtedy zegar w kuchni stanął na 3:07, jakby miasto wstrzymało oddech. Sąsiadki mówiły, że o tej porze słyszą latarnie, które stukają alfabetem Morse’a.
Lena nie informowała mamy; wzięła atlas, kredę, igłę i zeszła na strych. Na desce narysowała krąg, tak jak podpowiadała ilustracja z pękniętą gwiazdą. W środku położyła igłę i szeptała formułę, której nie znałby żaden nauczyciel. Deski pachniały kurzem, a powietrze stało się ciężkie, jak przed burzą nad zatoką. Na schodach skrzypnęło; wszedł Oskar, jej przyjaciel o ostrożnym uśmiechu i jasnych planach. Trzymał w dłoni stary żeton tramwajowy, znaleziony w ruinach zajezdni przy porcie.
Kiedy wypowiedziała ostatnie słowo, igła stanęła pionowo, a kreda zaiskrzyła bez ognia. Atlas otworzył się sam, a na mapie Brzasku pojawiła się nowa, błękitna linia. Biegła od zajezdni do mola, łącząc miejsca znane jedynie latarniarzom i starym mewom. Żeton w dłoni Oskara nagrzał się, aż wypuścił go jak oparzony, lecz nie przeklinał. Z dołu dobiegł dźwięk dzwonka, pojedynczy i stanowczy, jakby ktoś wołał spóźniony tramwaj. Lena i Oskar spojrzeli na siebie, po czym zeszli na podwórze w ciemniejącą mgłę.
Na kałużach widać było torowisko, którego nie było na betonie, jak rysunek pod szkłem. W odbiciu sunął wagon z lampami, a powietrze pachniało ozonem i solą, aż kłuło. Na szybie drzwi widniał numer 3:07, a obok migotał napis Kurs Nocny. Atlas przewrócił stronę, ukazując rozdział Miasto Po Drugiej Stronie, z powyginanymi ulicami jak węże. Drzwi w odbiciu rozsunęły się cichutko i z wnętrza wysunęła się czyjaś ręka w rękawiczce. Ręka trzymała dziurkacz biletowy, a głos, którego nie było, wymówił wyraźnie imię Leny.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?