Tor Zero: Miasto Po Drugiej Stronie
Lena poznała rozkład dźwięków starej zajezdni, zanim poznała jej mroczną historię. Metaliczny trzask bram brzmiał jak szept, gdy wiatr omiatał zardzewiałe torowiska. Tego wieczoru przyszła sama, z plecakiem, latarką i cienkim zeszytem po bracie. Obiecała sobie, że wróci tu tylko raz, gdy naprawdę będzie gotowa.
Olek zniknął rok temu podczas wrześniowej burzy, zostawiając tylko zdjęcie i zeszyt. Na pierwszej stronie narysował znak progu, a pod nim krótkie ostrzeżenie. Nie zamykaj drzwi, jeśli słyszysz pociąg, którego nie ma na rozkładzie. Lena znała każdą linię jego pisma, ale nie rozumiała tego jednego zdania. On zawsze szukał przejść, wnęk i szczelin, których inni nie zauważali.
Zeszyt prowadził ją prosto tutaj, na peron techniczny z napisem Tor Zero, tuż przy hali. Miała stanąć o dwudziestej drugiej siedemnaście, zgasić latarkę i dwa razy zagwizdać. Kiedy zegar zatrzymany od lat kliknął w milczeniu, Lena wzięła powietrze i zagwizdała. Dźwięk nie poleciał w noc; zwinął się, pochylił i wrócił do jej ust. Tak mówiły notatki, marginalia pełne strzałek i gęstych kropek jak konstelacje.
Tor zabłysnął jak szkło, a powietrze nad nim pomarszczyło się jak woda. Z głębi hali dobiegł ją odwrócony szept megafonu, kalekie komunikaty cofające sylaby. Pod stopami zapiszczał żwir, kiedy litery T i Z na tablicy zmieniły barwę. Musiała dotknąć znaku, choć dłonie drżały i pachniały kurzem, ozonem oraz smarem. Nad głową kołysała się lina od pantografu, przypominając nieruchomą wskazówkę kompasu.
Telefon zawibrował krótkim pytaniem od Michała, lecz Lena wcisnęła go głębiej w kieszeń. W połyskującym torze otworzyło się podłużne okno, a za nim drżało inne miasto. Wieże były pochylone w niewłaściwą stronę, a latarnie rosły jak rośliny wodne. Usłyszała trzeci gwizd, nie swój, rozpoznawalny jak oddech, i zagryzła wargę. Na gładkiej powierzchni zamigotał cień w kapturze, uniósł dłoń i dotknął szkła. W szybach tamtych kamienic płynęły odbicia, jakby czas miał inną gęstość i smak.
Chłód przebił palce, kiedy powierzchnia ustąpiła, plastyczna jak lód w wiosenne słońce. Hala zadrżała, wskazówka ruszyła o minutę, a tor pod nią zaczął nisko mruczeć. Cień po drugiej stronie położył dłoń na jej dłoni i wyszeptał jej imię. A potem z mroku tunelu dobiegł huk niewidzialnych kół, coraz szybszy, coraz bliższy. Pod stopami uniósł się kurz, ułożył w linie, jakby ktoś kreślił tor palcem.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?