Tajemnica Czerwonego Światła w Fabryce Karstena
Deszcz bębnił o dachy bloków i spływał strugami po szarych chodnikach miasta. Wokół panowała cisza, jakby wszyscy mieszkańcy Szczecina zniknęli bez śladu. Dominik, Lena, Michał i Basia zebrali się pod trzepakiem, ściskając w dłoniach latarki i telefony z ledwie podładowanymi bateriami.
— Jesteś pewien, że nie zobaczą nas ochroniarze? — spytała Basia, poprawiając kaptur.
— O tej godzinie nie ma tam żywego ducha — zapewnił Dominik. — Poza tym, kto pilnuje ruin?
Stara fabryka Karstena od lat była miejscem, o którym mówiło się szeptem. To właśnie tam, według miejskich legend, przed laty znikali ludzie, a nocami po rozległych halach odbijały się niezrozumiałe echa. Tego wieczora grupa liczyła na emocje — i zdjęcia, które podbiją Instagrama.
Przeskoczyli przez dziurę w ogrodzeniu, unikając wystających prętów. Ciemność pożarła ich sylwetki, a jedynym światłem była nikła poświata księżyca. Rozciągnięte kształty hal i zardzewiałe suwnice wydawały się obserwować ich każdy ruch.
— Czujecie to? — szepnęła nagle Lena. — Jakby powietrze było tu cięższe.
Michał wzruszył ramionami, ale serce biło mu szybciej. Im głębiej wchodzili, tym fabryka wydawała się coraz mniej opuszczona. Z sufitu zwisały pajęczyny, a pod butami trzaskał potłuczony szklany witraż. Przemierzyli wąski korytarz prowadzący do starego biura dyrektora. Po drodze minęli wybite okna i roztrzaskany zegar, ale uwagę wszystkich przykuło coś innego: w kącie korytarza jarzyło się czerwone światło, jak od uruchomionego alarmu.
— To niemożliwe — szepnęła Basia. — Przecież tu nie ma prądu.
Dominik spojrzał na nią wymownie i ostrożnie ruszył w stronę światła. Gdy podszedł bliżej, światło nagle zgasło, pozostawiając ich w całkowitej ciemności. W ciszy dało się słyszeć tylko ich przyspieszone oddechy. Wtedy Lena, szukając w kieszeni telefonu, potrąciła coś stopą. Rozległ się metaliczny dźwięk, a pod jej nogą pojawił się niewielki, stary klucz — taki, jakiego używano kiedyś w sejfach.
— Skąd on się tu wziął? — zapytał Michał, patrząc na klucz, który świecił się dziwnym blaskiem.
Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, zza drzwi starego biura rozległ się cichy, długi szmer, jakby ktoś przesuwał ciężki przedmiot po podłodze. Drzwi powoli zaczęły się otwierać, a w ich świetle pojawiła się sylwetka, której kontury ledwo można było rozpoznać...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?