Did You Know?

Szuflada, która szeptała


Szuflada, która szeptała
Deszcz malował kropki na szybie, a wiatr bębnił w parapet: tup, tup, tup. W pokoju Neli było ciepło i jasno. Na biurku stała lampka Lusia, która lubiła świecić miękko i opowiadać światłem różne opowieści. Obok leżała Kredka Rysia, zawsze ostra, zawsze gotowa do rysowania odważnych linii. Nad łóżkiem tykał Zegar Pan Tyk, który liczył sekundy tak grzecznie, jakby mówił: tik-tak, proszę bardzo, tik-tak. Komoda pod oknem miała trzy szuflady. Pierwsza znała wszystkie skarpetki. Druga miała w sobie chusteczki, gumki do włosów i błyszczący spinkowy skarb. Trzecia była najniżej, trochę ciężka i cicha. Nela rzadko do niej zaglądała. Tego wieczoru Nela siedziała po turecku na dywanie i rysowała domek z czerwonym dachem. Lusia rozjaśniała świat papieru, a Rysia sunęła po kartce tak szybko, że wyglądała jak mały wóz strażacki. Pan Tyk patrzył z góry i mruczał w swoim rytmie. Nagle, gdzieś od podłogi, doleciał szept. Bardzo delikatny, jakby ktoś przesuwał piórko po dywanie. — Szuuu... halo? — wyraźnie z dołu. Nela uniosła głowę. — Słyszałaś, Lusia? — spytała szeptem. — Ja tylko świecę — odpowiedziała lampka, migając uprzejmie. — To nie moje szu. — Tik-tak, to nie ja — dodał Pan Tyk. — Ja mówię tylko po tikowemu. — Eee, to może ja? — Rysia potarła się o papier i zawstydziła swoją czerwienią. — Ale ja raczej skrzypię. Szept znów się odezwał. Tym razem miękko, ale wyraźnie: — Tutaj... tutaj, przy uchwycie... niżej... o, właśnie tu. Nela pochyliła się nad komodą i dotknęła chłodnego, okrągłego uchwytu Trzeciej Szuflady. — Kto mówi? — spytała, a jej oczy zrobiły się duże i ciekawskie. — Ja. Trzecia Szuflada — westchnęło coś zza drewna. — Troszeczkę się zacięłam. I mam sprawę ważną jak słońce. — Ojej! — Lusia aż zamigotała jaśniej. — Trzecia, ja ciebie pierwszy raz słyszę! — Bo do tej pory nie było trzeba — odpowiedziała Szuflada i zabrzmiała całkiem przyjaźnie. — Nelu, otworzysz mnie? Tylko najpierw... zasady. — Jakie zasady? — Nela uklękła przy komodzie, czując pod kolanami miękki dywan. — Zapukaj trzy razy. Ale w rytmie Pana Tyka. To mnie rozbudza i smaruje zawiasy — powiedziała Szuflada z lekkim chichotem. Pan Tyk wyprostował wskazówki z dumą. — Uwaga, podaję rytm: tik... tak... tik... tak... — Zapukaj wtedy, kiedy mówię „tik” — dodał. Nela uśmiechnęła się i położyła palec na drewnie. Czekała. Tik — puk. Tak — cisza. Tik — puk. Tak — cisza. Tik — puk. Trzy puknięcia, równiutkie jak groszki na sukience Neli. W środku coś cichutko zaszurało. Uchwyt zrobił się cieplejszy, a z dołu komody poleciał cieplutki zapach drewna i kredek. — Ach... to miło — mruknęła Trzecia Szuflada. — Jeszcze proszę magiczne słowo. — Proszę — powiedziała Nela najgrzeczniej, jak potrafiła. Było słychać cichutkie „klik”, jakby ktoś zdjął maleńką kłódeczkę. Nela pociągnęła delikatnie za uchwyt, ale szuflada poruszyła się tylko na włos. — Ojej, jestem uparta — przyznała Szuflada. — Potrzebuję światełka Lusi i odważnej kreski Rysi. — Proszę bardzo! — Lusia pochyliła swój klosz i puściła na front szuflady ciepły promień. — I ja! — zawołała Rysia. — Co mam narysować? — Kółeczko — powiedziała Szuflada. — Małe kółeczko, tu, przy samym brzegu. Tylko dotknij, nie rysuj mocno. Nela wzięła Rysię i musnęła drewniany brzeg. Powstał czerwony punkcik, tak malutki, że prawie go nie było widać. — Dziękuję — wyszeptała Szuflada. — Teraz poproszę o oddech Pana Tyka. — Oddech? — zdziwił się Zegar. — Hm. Spróbuję. Pan Tyk nabrał powietrza. Tik-tak na chwilę ucichło, a potem posłał w dół mięciutkie: pffff, jak dmuchnięcie na piórko. Trzecia Szuflada drgnęła. Spomiędzy deseczek mrugnęło maleńkie, błękitne światełko, jak oczko świecącej biedronki. — Widzieliście? — szepnęła Nela, szeroko otwartymi oczami patrząc na migot. — Widziałam! — Lusia się zachwyciła i z radości mrugnęła dwa razy. — Ja też! — zapiszczała Rysia. — Ojej, jakie piękne. — To znak — powiedziała Szuflada cicho. — Znak, że w środku czeka coś ważnego i miłego, ale potrzebuje pomocnej dłoni. Tylko nie wolno się spieszyć. Powoli, powoli... Nela usiadła bliżej. Położyła dłoń na uchwycie i oddychała tak samo wolno, jak Pan Tyk tykał. Deszcz za oknem przycichł, jakby i on chciał posłuchać. Lusia zrobiła w pokoju przytulny półmrok, a cienie zatańczyły na ścianie w paseczkach. — Gotowa? — spytała Szuflada. — Gotowa — powiedziała Nela, choć czuła w brzuchu lekkie łaskotanie z ekscytacji. — Raz... dwa... — policzył Pan Tyk, dumny jak dyrygent. — Trzy! — zaśpiewała Lusia swoim światłem. Nela pociągnęła jeszcze raz. Tym razem front Trzeciej Szuflady odsunął się o centymetr, potem o dwa. Z wnętrza popłynął cichy szelest, jak przewracane kartki wielkiej księgi. Błękitne światełko zamigotało mocniej i ułożyło się w maleńki okrągły kształt... Coś w środku poruszyło się, zadzwięczało jak srebrny dzwoneczek, po czym, bardzo powoli, zaczęło wychylać się ku Neli.


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 27
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.