Did You Know?

Szu-Szu i cukrowy ślad


Szu-Szu i cukrowy ślad
Na ulicy Rumiankowej, w mieszkaniu z oknami na lipę, wieczory pachniały mydłem i miętą. Łazienka miała niebieskie kafelki, dywanik w kształcie chmurki i lampkę w kształcie rybki, która mrugała, kiedy ktoś odkręcał kran. W rogu stał kubek z uśmiechem. W kubku – szczoteczki. Zosi szczoteczka miała brokatowe kropki i nazywała się Szu-Szu, bo podczas szorowania brzmiała jak wiatr w trawie. Obok spoczywała czerwona szczoteczka Stasia z obrazkiem rakiety. – Czas na ząbki! – zawołała mama z korytarza. Zosia (siedem lat) już wiedziała, co robić. Wycisnęła na Szu-Szu kropkę pasty wielkości groszku. – Miętowa, moja ulubiona – szepnęła. Staś (pięć lat) zrobił to samo ze swoją Rakietą i parsknął śmiechem, bo pasta zrobiła mu na nosie białą kropkę. – Gotowi? – zapytała Zosia. – Śpiewamy dwie zwrotki piosenki o zębach. To akurat tyle, ile trzeba. Zaczęli: – Szu-szu, szu-szu, kółka tu i kółka tam… Szu-Szu szumiała cicho i równiutko. Zosia myła górne zęby, dolne zęby, przód i tył, małymi kółeczkami. Zajrzała do tyłu, do „mocarzy” – dużych zębów, które lubią się chować. Potem delikatnie po języku, bo on też chce być czysty. Staś naśladował siostrę i zerkał na żółtą klepsydrę na półce. Piasek sypał się powoli jak deszcz. I wtedy Zosia coś zauważyła. Na brzegu umywalki lśniły drobne punkciki. Wyglądały jak ziarenka cukru. Układały się w cienką, błyszczącą ścieżkę prowadzącą od mydelniczki do kubka ze szczoteczkami. – Staś! – wybełkotała z pianą pod nosem. – Patrz! Staś podskoczył, a Pędzelek, ich pręgowany kot, zwinął ogon i usiadł w progu. Z oczami jak dwie lampki patrzył, jak Zosia i Staś kończą szczotkowanie. Wypluli pianę, opłukali usta wodą i uśmiechnęli się do lustra. Dziesięć białych ząbków u Stasia, u Zosi – już nowe rosnące z tyłu. – A teraz… – zaczęła Zosia, ale nie dokończyła, bo kubek ze szczoteczkami drgnął, jakby ktoś go szturchnął od środka. – Słyszeliście? – Staś ściszył głos. Z kubka dobiegło… ciche: – Szu… szu… – To ja – odezwała się Szu-Szu tak, że tylko Zosia i Staś mogli usłyszeć. – Coś tu buszuje. Czuję cukier… i klej! Zosia zmarszczyła nos. Na brzegu umywalki widniał jeszcze jeden ślad: malutka smuga lepkiej karmelowej kreski. A obok pasty „Pastusia Mięta” – pustka. Zniknęła nakrętka! – Kropka! – zawołała Zosia, bo tak nazywali nakrętkę od pasty. – Bez Kropki Pastusia może wyschnąć! Lampka-rybka zamigotała niespokojnie. Mama zajrzała do łazienki. – Wszystko w porządku? – zapytała, odkładając piżamy na wieszak. – Chyba ktoś zabrał Kropkę – szepnął Staś. – Zaraz ją znajdziemy. – Szukajcie ostrożnie – powiedziała mama. – I pamiętajcie, że nić dentystyczna jest tylko z mamą. – Puściła oko i poszła do kuchni po kubki z wodą. – Ekipa Uśmiech, do działania! – Zosia podniosła Szu-Szu jak latarnię. Staś włączył latarkę-dinozaura, a Pędzelek, ciekawski jak zawsze, powędrował za błyszczącymi okruszkami. Ścieżka cukru prowadziła przez umywalkę, obok mydelniczki, gdzie leżał zielony listek mydła pachnący ogórkiem. Po drodze stała mała niebieska puszka z napisem „Niteczka Fifi”. Pudełko poruszyło się i otworzyło na centymetr. – Tylko z mamą, tylko z mamą! – zaćwierkała ze środka Niteczka Fifi i zatrzasnęła wieczko, jakby sama pilnowała zasad. – Dobrze, Fifi – kiwnęła Zosia. – Dzisiaj starczy nam Szu-Szu i latarka. Z łazienkowego kranu spadła kropla. Plink! Na kafelkach pojawiło się migoczące kółko. Cukrowa ścieżka skręciła ku wannie. Na jej brzegu siedziały trzy pianowe bańki, jak trzy białe owieczki. Tuż obok odpływu piana tworzyła coś w rodzaju groty – małej, miękkiej jaskini. I stamtąd dało się słyszeć cichutkie chichotanie. – Słyszysz? – Staś przysunął ucho. – Jakby myszka… albo… – Plakosmyki – wyszeptała Szu-Szu. – To małe lepkie stworki. Uwielbiają cukier i próbują przyklejać się do zębów. Boją się wody, piany, szczoteczek… i bardzo nie lubią, kiedy ktoś myje po nich dokładnie. Pędzelek fuknął, ale w przyjazny sposób, jakby mówił: „Ja też nie lubię lepkich rzeczy”. Zosia zrobiła krok i zajrzała do pianowej groty. W środku połyskiwało coś białego. Coś okrągłego. – To Kropka! – krzyknął Staś szeptem, czyli tak głośno, jak się da bez krzyku. Zosia przyklękła na dywaniku-chmurce i przytrzymała się brzegu wanny. Piana pachniała jak cukierki, ale spod spodu czuć było mięte. Ścieżka z okruszków kończyła się tu, przy samym odpływie, jakby ktoś wskoczył do środka. W lustrze za ich plecami odbijał się ich obraz: dwoje dzieci, jeden kot i jedna dzielna szczoteczka. – Gotowa, Szu-Szu? – szepnęła Zosia. – Zawsze – odpowiedziała szczoteczka i zadrżała jak struna. – Ja świecę! – dodał Staś, unosząc dino-latarkę. Z pianowej jaskini dobiegł szept: – Nie zdążycie… nie zdążycie… Lepić, lepić… Zosia przysunęła się jeszcze bliżej. W pianie zobaczyła śmieszne ślady, jakby ktoś biegał na paluszkach. Coś szurnęło. Coś kapnęło. Rybka-lampka zamrugała dwa razy. Pędzelek zatrzymał ogon w półmachu. I nagle z głębi piany wynurzyła się maleńka łapka, zacisnęła się na zaginionej nakrętce Kropce i – pociągnęła ją prosto w głąb jaskini!


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 32
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.