Szew świata
W czwartkowe wieczory dyżurowałam w miejskim archiwum, ukrytym pod starym fortem.
Z sufitu sypał się kurz, a wentylatory brzmiały jak daleki deszcz.
Babcia mawiała, że pod ziemią łatwiej usłyszeć szwy świata, jeśli milczysz.
Po niej został mi kamerton w etui i notes z krzywymi znakami.
Tego dnia kamerton dygotał sam, choć nikt go nie dotykał dzisiaj.
Na zachodnim korytarzu wisiał mural drzwi, namalowany przed laty przez licealistów.
Zawsze był matowy, lecz teraz połyskiwał, jakby pod farbą coś oddychało.
Kompas w telefonie kręcił się w kółko, a Wi‑Fi znikało falami.
Wpadł Oskar z kubkiem kakao, stojąc na baczność przed moją powagą.
"Serio chcesz tu siedzieć do nocy?" — zapytał, zerkając niespokojnie na mural.
Uderzyłam kamerton o poręcz i przyłożyłam go do betonu, licząc na ciszę.
Zamiast niej korytarz napełnił się niskim drżeniem, jakby ktoś stroił niewidzialny fortepian.
Farba zmarszczyła się i odsunęła, odsłaniając wąski kontur drzwi z chłodnego światła.
Pachniało ozonem i żywicą, choć nad rzeką nie rosły żadne sosny.
— Lena, to jest bardzo zły pomysł — Oskar zrobił krok w tył.
W notesie babci znalazłam identyczny wzór, podpisany: Wejście, gdy zegary milczą.
Dotknęłam świetlistego konturu i skóra zadrżała, jak przy porannym mrozie, lecz mocniej.
Metal w drzwiach zagrał nutę, którą kamerton podjął, wzmacniając rytm.
Z głębi odpowiedziało ciche puknięcie, po czym ktoś wyszeptał moje imię, wyraźnie i obco.
— Kto tam jest? — Oskar ściszył głos, jakby biblioteka mogła się zbudzić.
Za progiem migotała ulica, podobna do naszej, lecz wszystkie cienie stały pod słońce.
W lustrze witryny dostrzegłam siebie w tej innej ulicy, w tym samym płaszczu.
Miała na policzku bliznę, której nigdy nie miałam, i trzymała mój notes.
Uniósłszy dłoń, narysowała w powietrzu znak z okładki, a światło zgęstniało.
"Na krótko" — powiedziała bezgłośnie, bardzo wyraźnie — "zanim zaciągnie szew znowu tutaj".
Próg wessał powietrze, sznurówka Oskara wplątała się w świetlistą krawędź i zniknęła.
Złapałam go za ramię, gdy drzwi rozszerzyły się jak rozpruty materiał i coś wychyliło się z drugiej strony.
Z kieszeni wypadł mi ołówek, który zatrzymał się na samym metalowym progu.
Z drugiej strony stoczył się bliźniaczy ołówek, różowy, na skraj korytarza.
"Wybieraj szybko" — szepnął ktoś spoza światła — "albo on przejdzie pierwszy teraz".
Telefon zawył, licznik sekund zaczął odliczać wstecz, a mur zadrżał falami betonu.
Z mroku wysunęła się dłoń, a licznik odliczył: trzy.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?