Szeptucha z Głębokiego Boru
Noc zapadła nad Głębokim Borem szybciej, niż się spodziewali. Lena, z rozwianymi włosami i latarką w dłoni, przeciskała się przez gęste krzaki. Za nią podążał Wojtek – nieco niższy, za to z plecakiem wypchanym śliwkowymi batonikami i notesem, bez którego nie wychodził z domu. W ich wiosce powtarzano, że ten las jest domem dla różnych istot, których lepiej nie drażnić, ale ciekawość była silniejsza niż słowa babci.
– Zgubimy się – mruknął Wojtek, gdy gałąź zahaczyła go o kaptur bluzy.
– Nie marudź! Przecież właśnie o to chodzi. Za dnia tu nic nie widać, a nocą wszystko jest... inne – odpowiedziała Lena, starając się brzmieć pewnie, mimo że serce biło jej szybciej niż zwykle.
Kilka dni wcześniej słyszeli od starego rybaka nad rzeką o chacie, która sama zmienia miejsce. Nikt z dorosłych nie wierzył, że taka istnieje, ale Lena widziała dziwne światła kołyszące się nocą pomiędzy drzewami. Postanowiła to sprawdzić. Po trzech godzinach marszu w zupełnej ciszy nagle poczuli, że podłoże pod ich stopami się zmienia – ziemia była miękka, jakby podszyta mchem i igliwiem, a wokół roznosił się słodki zapach ziół.
– Widzisz to? – Lena wskazała na bledniejący wśród paproci prostokąt światła. Wystarczyło kilka kroków, by dostrzegli starą chatę, niemal wrośniętą w ziemię. Była zrobiona z ciemnego drewna, a dach pokrywały wielkie, zielone liście.
– Może wrócimy? – Wojtek ściszył głos, ale Lena już stawiała ostrożnie stopę na przekrzywionym progu. W powietrzu unosił się zapach wilgotnej ziemi i siana. Drzwi same skrzypnęły, jakby ktoś zaprosił ich do środka.
W izbie paliła się świeca. Przy stole siedziała postać w szarawym chuście i zielonym fartuchu – jej twarz była w cieniu, a dłonie jakby utkane z cieni i światła. Lena poczuła dreszcz, gdy kobieta uniosła wzrok. Jej oczy lśniły chłodnym, zielonym blaskiem. Na stole leżał sześcioramienny amulet wycięty z brzozowego drewna.
– Szukaliście mnie – odezwała się cicho postać. – Ale czy jesteście gotowi poznać odpowiedzi, których nie da się już cofnąć?
Cisza w chacie była gęsta jak mgła za oknem. Lena poczuła, że nogi zaczynają jej drżeć, a Wojtek ściskał notes tak mocno, że białe kartki aż się zgniotły. Kiedy postać sięgnęła po amulet, wokół nich zawirował podmuch zimnego powietrza, a cienie na ścianach zaczęły tańczyć. Wtedy drzwi chaty zatrzasnęły się z hukiem...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?