Szept w tunelu
Pod ratuszem w Brzezinach był tunel, którego nie było na żadnej mapie. Lena trzymała latarkę wysoko, jakby prowadziła paradę duchów, chociaż wolała o tym nie myśleć. Należeli z Maćkiem do Miejskiego Klubu Odkrywców, a pani Radecka dała im zgodę na inwentaryzację dawnej poczty pneumatycznej. Żelazna krata szczęknęła, gdy opiekun zamknął wejście za nimi i obiecał czekać przy schodach. Nad nimi dudniły tramwaje, ale tutaj brzmiało to jak daleki grzmot.
Powietrze było chłodne i smakowało rdzą, a ściany lśniły ciężką wilgocią. Lena zaznaczała odcinki na planie, porównując wyblakłe szkice z tym, co naprawdę istniało. Na suficie wisiały stare porcelanowe izolatory, osnute cienką pajęczyną szarego kurzu. Maciek szedł z tyłu z miernikiem, który co chwilę pikał, choć nie powinien. Sygnał w telefonie zniknął zaraz po zejściu, ale latarki trzymały fason, na razie bez kaprysów.
Na zakręcie natknęli się na coś, czego żaden z nich nie przewidział. W pyle leżały odciśnięte podeszwy, zbyt świeże, by mogły należeć do strażników z porannego obchodu. Obok ktoś narysował kredą strzałkę, która nie zgadzała się z planem pani Radeckiej. Z krótkofalówki zapiszczał szum, a potem ciche, przeciągłe słowo, jakby szept: wróć.
To ty to powiedziałeś? – spytała Lena, zerkając na Maćka ponad ramieniem. Nie naciskałem przycisku, przysięgam – odpowiedział, a jego miernik nagle ucichł. Dalej, pod sklepieniem, mrugało blade światło, jakby ktoś sprawdzał baterie i zasłaniał latarkę. Z tunelu bił przeciąg, a zapach ozonu kłuł w nos, jak przed burzą.
Strzałka prowadziła do stalowych drzwi, których na planie nie było wcale. Zawiasy wyglądały na niewzruszone, lecz kłódka była nowa i odrobinę tłusta od oliwy. Lena przyklękła, dotknęła metalu opuszkiem i cofnęła dłoń, bo zimno przeszyło ją aż po łopatki. Ktoś tu schodzi dzisiaj częściej niż my, powiedziała szeptem, a echo odpowiedziało dłuższym, mokrym tchnieniem.
Zanim zdecydowali, czy zawrócić po opiekuna, krótkofalówka znów ożyła bez ostrzeżenia. Usłyszeli własne imiona, wypowiedziane ich głosami, tylko z lekkim opóźnieniem, jak nagranie odtworzone w pętli. Światła zamigotały i zgasły na ułamek sekundy, a gdy wróciły, Lena dostrzegła coś na drzwiach. Pod kłódką, długim pociągnięciem kredy, ktoś dopisał jeszcze jedną strzałkę, wyraźnie skierowaną w głąb tunelu. Obok niepokojąco błyszczały trzy dokładne litery, które wyglądały jak jej inicjały.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?