Did You Know?

Szept w szufladzie


Szept w szufladzie
Deszcz stukał o szybę u babci Heli, tak równo, jakby ktoś grał na bębenkach. W salonie pachniało pieczonymi jabłkami i cynamonem. Zegar z kukułką mrugał złotym oczkiem, a kot Mruczek wylegiwał się na fotelu, zwinięty w paskudek puszystych wąsów. Lena i Kuba siedzieli na miękkim dywanie i układali puzzle z mapą nieba. Gwiazdy na kartonikach błyszczały srebrnie, chociaż było popołudnie. Babcia Hela mieszała w garnku kompot i nuciła cicho, jakby znała melodię deszczu. — Zobacz, Wielki Wóz! — powiedział Kuba, dosuwając ostatni puzzel. — A tu jest Mały — dodała Lena i przeciągnęła się z dumą. Wtedy coś błysnęło pod fotelem Mruczka. Coś malutkiego, jak ziarnko słońca, co przez chwilę wpadło do pokoju, choć za oknem lał deszcz. — Co to? — spytała Lena. Kuba wsunął rękę pod fotel i wyciągnął maleńki, mosiężny kluczyk na cieniutkiej, niebieskiej wstążce. Kluczyk miał główkę w kształcie gwiazdki. — Ooo! — zrobił okrągłe oczy. — Pasuje do naszych puzzli. — A może do czegoś innego — szepnęła Lena i spojrzała na stare, drewniane biurko stojące pod oknem. Miało wiele szufladek, każda z innego drzewa: jedna była ciemna jak czekolada, druga jasna jak miód, a trzecia miała sęki przypominające oczy. Babcia Hela uśmiechnęła się, nie przestając mieszać. — To biurko było mojego dziadka. Był zegarmistrzem. Mówił, że drewno potrafi słuchać. Ale uważajcie, nie ciągnijcie za mocno, żeby nic nie urwać. Mruczek przeciągnął się, zeskoczył z fotela i, jakby przypadkiem, wskoczył na biurko. Dotknął łapką jednej szufladki. Jej gałka błysnęła i ukazał się malutki otwór na klucz. Otwór też był w kształcie gwiazdki. — No proszę — Lena zacisnęła palce na wstążce. — Spróbujemy? — Spróbujemy — powtórzył Kuba. — Ale powoli. Zegar z kukułką wybił połowę godziny i kuknął tylko raz, jakby się nie chciał narzucać. Lena wsunęła kluczyk. Pasował idealnie. Drgnęło jej serce. Deszcz przy szybie zagrał nagle ciszej, jakby nakrył się kocem. I wtedy usłyszeli… szept. Bardzo delikatny, jak wiatr w muszli. Nie słowo, nie zdanie, tylko szuuuu, szuuu. Gałka sama lekko zadrżała. — Słyszysz? — Kuba otworzył szeroko oczy, ale nie wyglądał na przestraszonego. Bardziej na zaciekawionego. — To brzmi jak morze. — Morze w szufladzie… — mruknęła Lena, a brzuch zadrżał jej z wrażenia i z odrobiny śmiechu. Nacisnęła kluczyk. Cichutkie klik! Przeszło przez drewno jak kropla przez liść. Szuflada wysunęła się milimetr. Z środka powiało czymś chłodnym i pachnącym mokrą trawą. Mruczek nastroszył wąsy i usiadł, jak posąg, cały czujny. — Poczekaj — szepnął Kuba i położył dłoń na dłoni Leny. — Policzmy do trzech. Raz, dwa… Zanim powiedział „trzy”, ktoś — a może coś — cichutko zastukał od środka: puk, puk, puk. Dokładnie trzy razy. Dzieci spojrzały na siebie, a potem na babcię. Babcia Hela stała w drzwiach kuchni, trzymając drewnianą łyżkę. Uśmiechała się zagadkowo, ale nic nie mówiła. Jej oczy błyszczały tak samo jak mały kluczyk. — Dobrze — powiedziała tylko. — Tylko uważnie. Drewno słucha i pamięta. Lena i Kuba uklękli przy biurku. Kropla wody spłynęła po szybie i zatrzymała się na samym dole, jakby też chciała patrzeć. Zegar z kukułką zasłonił dziób, jakby trzymał tajemnicę… a raczej niespodziankę w środku. Lena wsunęła palce pod krawędź szuflady. Kuba przytrzymał gałkę. Razem, powolutku, pociągnęli. Drewno zaszumiało, ale nie jak stare drzwi. Bardziej jak trzciny nad rzeką. Z wnętrza popłynął cichutki dzwoneczek, a powietrze zrobiło się jak na łące po burzy. — Widzę światełko — szepnął Kuba, pochylając się. — Tam… coś się porusza. Lena też zajrzała. W środku nie było zwykłych papierów ani ołówków. Były maleńkie schodki, kręcone jak lody, zrobione z jasnego drewna. Schodziły w dół, w stronę miękkiego, chłodnego błysku. Po stopniach tańczyły cienie, jak listki na wodzie. Mruczek postawił łapę na brzegu szuflady i zamruczał tak nisko, że czuli to w kolanach. Zegar z kukułką, choć nie była pełna godzina, ukrył kukułkę głębiej, jakby i on nasłuchiwał. — Pójdziemy? — wyszeptała Lena. Głos zabrzmiał jej bardzo odważnie, choć serce biło szybciej. — Najpierw sprawdźmy, czy schodki są mocne — powiedział mądrze Kuba i dotknął pierwszego. Był gładki i ciepły, jakby ktoś przed chwilą po nim szedł. A może wiele osób? A może… ktoś, kto właśnie czeka? Z głębi popłynął nowy dźwięk. Ciche plum! jak spadająca kropla do wąskiego strumyka. Potem znów: puk, puk. Już nie trzy razy, tylko dwa. Jak sygnał. Jak zaproszenie. Babcia Hela odchrząknęła cichutko i postawiła na stoliku dwie małe filiżanki z kompotem. — Na odwagę — mrugnęła. — I pamiętajcie: jak się zgubicie, patrzcie na gwiazdy. One zawsze pokazują drogę. Lena skinęła głową. Kluczyk na niebieskiej wstążce kołysał się przy jej dłoni, podzwaniając leciutko. Kuba ścisnął mocniej gałkę. Mruczek zwinął ogon jak pytajnik. — Raz… — szepnęła Lena. — Dwa… — odpowiedział Kuba. Gałka szuflady chłodno drgnęła w ich palcach, jakby ktoś po drugiej stronie też ją trzymał. Schodki błysnęły. Z wnętrza powiało świeżym wiatrem i zapachem dalekiej łąki. — Tr… — zaczęli razem, kiedy nagle gałka poruszyła się sama, a szuflada, mimo że trzymali ją mocno, zaczęła wysuwać się od środka szybciej i szybciej…


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 28
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.