Did You Know?

Szept w Gabinecie 13


Szept w Gabinecie 13
Za każdym razem, gdy Maja zaciskała usta na metalowych drutach aparatu, powtarzała sobie, że to projekt długoterminowy: dwa lata dyscypliny w zamian za uśmiech, który nie wstydzi się żadnego zdjęcia. Telefon podpowiadał minutnik: dwie minuty rano, dwie wieczorem, nitka raz dziennie, wizyty kontrolne co pół roku. Tyle teorii. Praktyka miała smak mięty i czasem bolała. Tego wieczoru mięta zawisła w powietrzu grubiej niż zwykle. Szkoła zmieniła się w labirynt świateł i szeptów, bo trwała Noc Nauk. W sali biologii błyszczały mikroskopy, na korytarzu chemii przekładali probówki, a w piwnicy, w dawnym skrzydle ze starymi kafelkami, przyczepiono strzałki: Klub Uśmiechu — odkryj płytkę! — Kto wymyślił tę nazwę? — prychnął Kacper, poprawiając czapkę z daszkiem. — Jak reklama pasty dla niemowlaków. — Pani Roma — odparła Ula, która wiedziała wszystko o wszystkich nauczycielach. — Ale to działa. Patrz, ile ludzi idzie. A poza tym… — Spojrzała na Maję i puściła jej oko. — Twoja działka. Maja dotknęła językiem zamka aparatu, jakby chciała się upewnić, że wszystko siedzi na miejscu. Jej plecak obijał się o biodro, ciężki od wody i płynu do płukania, który nosiła ze sobą z przyzwyczajenia. Zeszli po schodach, gdzie płytki były chłodne, a echo niosło kroki. Im bliżej drzwi z napisem „Gabinet 13 — nieczynne”, tym mocniejszy był zapach mięty, jakby ktoś przed chwilą wyszedł i zostawił za sobą obłok oddechu po płukance. W pracowni ustawiono składane stoliki. Na jednym stała lampa UV, na drugim tabletki wybarwiające, te, od których język robi się fioletowy. Pani Roma, w białym kitlu, uśmiechnęła się szeroko. — Witamy na pokazie! Zobaczymy, jak naprawdę wygląda płytka nazębna. Bez straszenia, za to z prawdą — mrugnęła. — Kto chętny? Kacper uniósł rękę, żeby było śmieszniej. Ula podjęła wyzwanie. Maja wzięła tabletkę bez wahania. Gdy rozgryzła ją i rozprowadziła językiem, poczuła seledynową cierpkość. W lustrze jej zęby były w porządku przy siekaczach, ale przy trzonowcach pojawiły się sinofioletowe smugi. — Tylko spójrz! — Kacper śmiał się, bo jego język wyglądał jak z kreskówki, a zęby miały ciemne kropki na kontakcie. — Okej, nitka to nie ściema. — Mówiłam — Ula pokazała swoje wyniki, minimalne, prawie czysto. — Mama zawsze powtarza: „zabieraj resztki jedzenia nitką, nie paznokciem”. — A teraz UV — zapowiedziała pani Roma, przygaszając światło i świecąc lampą na ich uśmiechy. W fiolecie plamy świeciły jak gwiazdy na mapie nieba. — Widzicie? Tam, gdzie trudniej dojechać szczoteczką… Maja przygryzła kącik ust, a potem roześmiała się mimowolnie. To było dziwnie ekscytujące — zobaczyć prawdę, a nie tylko czuć ją na języku. Czuła też, że to dobry moment, żeby przestać przesuwać nitkowanie na jutro. Wtedy z głębi korytarza dobiegł cichy odgłos. Jak szum małej turbiny, który raz nasilał się, raz cichł. Przez sekundę wszyscy milczeli, wsłuchując się. Pani Roma przechyliła głowę. — Pewnie wentylacja. W tej części szkoły wszystko jest stare — stwierdziła, ale Maja zauważyła, jak ostrożnie odkłada lampę. Ktoś otworzył okno. Prąd powietrza przyniósł mocniejszy zapach mięty, chłodny aż do dreszczu. Maja spojrzała na drzwi „Gabinet 13 — nieczynne”. Zamek od lat prognozował spokój, ale teraz na klamce błyszczała kropla wody. I… coś jeszcze. W świetle UV na kaflach tuż pod drzwiami pojawiły się maleńkie, rozmazane ślady. Jakby ktoś upuścił kilka kropel płynu do płukania i przeszedł, zostawiając smugę fosforyzującego błękitu. — Widzicie to? — wyszeptała Ula. Pani Roma otarła klamkę chusteczką, jakby chciała sprawdzić, czy plama jest świeża. Telefon zadzwonił jej w kieszeni. Spojrzała na wyświetlacz i jęknęła. — Dyrektor. Muszę odebrać. Wy tu zostańcie, nie dotykajcie niczego. Zaraz wracam — rzuciła i wyszła na korytarz, przykładając aparat do ucha. Zapadła półcisza przerywana tylko krokiem nauczycielki, który ucichł za zakrętem, oraz tym szumem — jakby coś się obracało, lecz zbyt daleko, by to nazwać. Kacper odłożył telefon, którym do tej pory wszystko nagrywał. — To jest… trochę filmowe — przyznał. — Ale serio, skąd mięta? I czemu UV łapie ślady? — Płukanka z olejkami i barwnikiem. Niektóre mają fluorescencję — szepnęła Maja. — Poza tym, tabletki wybarwiające też. Ale kto by rozlewał to tutaj? Ula przyklękła, badając kropki. — Ktoś, kto był po ciemku. Albo nie przejmował się bałaganem. Zanim zdążyli wymyślić coś mądrzejszego, zamek w drzwiach Gabinetu 13 kliknął. Nie głośno, ale wyraźnie, jakby metal stykał się z metalem po latach spokoju. Drzwi uchyliły się o centymetr. Chłodne powietrze dmuchnęło im w twarze. — Nie róbmy nic głupiego — zaczęła Maja, ale jednocześnie pochyliła się, żeby zajrzeć w szczelinę. W środku panował półmrok. Zobaczyła kontury fotela stomatologicznego, nakrytego poszarpaną płachtą. Na ścianie wisiał wyblakły plakat: „Nitkuj — twoje dziąsła będą ci wdzięczne”, a obok model gigantycznego zęba, na którym kiedyś pewnie demonstrowano, jak szczotkować „od dziąsła do zęba”. Na blacie ktoś zostawił papierowy kubek z wodą. Lustro nad umywalką było zaparowane, chociaż w gabinecie było chłodno. Na parze ktoś palcem narysował półksiężyc. — Dobra, nie wytrzymam — Kacper pchnął drzwi trochę szerzej. — Zobaczmy tylko, czy nie ma tam kogoś, kto potrzebuje pomocy. Albo… nie wiem. Maja poczuła znajomy ucisk między łopatkami: ten, który pojawiał się zawsze, gdy nie chciała się bać, ale jednak się bała. Przeszła przez próg pierwsza, bo nie chciała, żeby to Kacper wpakował się w coś bez sensu. Ula weszła tuż za nią, trzymając lampę UV przy piersi jak latarkę. Podłoga skrzypnęła, lecz gabinet był czysty. Za czysty. Nie tak, jak opuszczone pomieszczenia, z kurzem na palec i pajęczynami po kątach. Tutaj kurz ułożył się tylko w miejscach, których nikt nie dotykał. Metalowe tacki na narzędzia błyszczały. Na jednej leżała świeża nić dentystyczna, rozwinięta na kilkanaście centymetrów, jakby ktoś przerwał w połowie i odszedł. — Kto tu w ogóle może wchodzić? — Ula mówiła szeptem. — Ten gabinet był zamknięty od lat. — Może ktoś go otworzył na Noc Nauk i zapomniał zamknąć? — zasugerował Kacper, ale brzmiało to słabo nawet w jego ustach. Maja podeszła do lustra. Zaparowana tafla drżała jak mleczna woda. Przetarła palcem kąt. W mjglistym świetle zobaczyła swój uśmiech z cieniutkimi granatowymi cieniami przy zamkach aparatu, coś, czego tabletka jeszcze nie zdążyła domyć. Pochyliła się bardziej i zobaczyła, że ktoś napisał na parze litery, które już prawie znikły: „Pamiętaj o języku”. — O języku? — powtórzyła półgłosem. — No, szczotkowanie języka usuwa bakterie i oddech jest świeższy — przypomniała Ula automatycznie. — Ale kto… Nagle rozległ się miękki, jednostajny dźwięk, jakby ktoś nacisnął pedał przy fotelu. Lampka przy artystomacie nad fotelem mignęła, zaskwierczała i rozjarzyła się bladym okręgiem. W rogu gabinetu coś zamruczało. To nie był wentylator. Brzmiało jak stary mikrosilnik, który nie dostaje pełnej mocy, ale mimo to próbuje ruszyć. — Przecież tu nie ma prądu — wyszeptał Kacper, robiąc krok w tył. — Jest — Maja spojrzała na listwę zasilającą na ścianie. Dioda świeciła na zielono. — Ktoś podłączył obejście. Spójrz. Szmer stał się wyraźniejszy. Zza zasłony, która oddzielała część gabinetu od małego zaplecza, zaczął wydobywać się pulsujący, rytmiczny oddech maszynki do polerowania. Ula uniosła lampę UV i przesunęła po kaflach. W świetle fioletu zobaczyli coś, co wstrzymało im oddech: na podłodze, od progu aż po zaplecze, ktoś narysował długimi pociągnięciami pasty do zębów nieregularną linię. Linia wiła się jak rzeka i kończyła się tuż przy szczelinie bladoróżowej zasłony. Pasta była świeża, błyszcząca, a jej zapach przebijał aż do łez. — To… — Kacper nie kończył. — Ktoś nas prowadzi? — Albo ostrzega — powiedziała Maja, choć sama nie wiedziała, skąd ten pomysł. Na metalowej tacy obok fotela wibrował niewielki słoiczek z etykietą „Wskaźnik biofilmu — nocny”. W środku płyn poruszał się jakby sam, gdy w gabinecie warczała niewidzialna maszyna. Maja sięgnęła, ale powstrzymała się w ostatniej chwili. Jej palce drżały. Nie lubiła brudnych niespodzianek przy zębach, a to wszystko czuło się właśnie tak: jak piana, którą ktoś rozprowadził po podłodze, żeby zostawić ślad. — Słyszycie? — Ula ściszyła głos do ledwo słyszalnego szeptu. Teraz wszyscy słyszeli. Oprócz jednostajnego mruczenia było coś jeszcze: rytmiczne postukiwanie, jakby o metalową misę spadały krople. Spoglądali na spluwaczkę przy fotelu. Jej porcelanowa miseczka lśniła, a w środku wirowała woda. Faktycznie — ktoś jakby przed chwilą wypłukał usta i nacisnął dźwignię. Woda płynęła, chociaż nikt jej nie dotykał. — To nie jest śmieszne — wymamrotał Kacper, ale jego oczy świeciły ciekawością. Maja zrobiła jeszcze jeden krok. Zasłona poruszyła się lekko, jakby ktoś po drugiej stronie rozprostował palce. Wyciągnęła rękę i chwyciła brzegi materiału. Mięta szczypała ją w nos, a serce łomotało w rytm, który zlewał się z wibrującym dźwiękiem urządzenia. Tuż nad ich głowami lampka zasyczała i przygasła. Na ścianie, w ramce, zawieszony był uśmiechnięty plakat: „Nie bój się nitki. Ona cię uratuje”. — Na trzy — szepnęła. — Raz… dwa… Kiedy pociągnęła zasłonę, powietrze stało się lodowate, a z ciemności wynurzył się kształt, który…


Author of this ending:

Age category: 13-15 years
Publication date:
Times read: 29
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.