Did You Know?

Szept w Domku na Drzewie


Szept w Domku na Drzewie
Na końcu ogrodu, tuż przy starym płocie, rósł wielki dąb. Jego gałęzie były jak ramiona, które przytulały niebo. Na jednej z gałęzi tata zbudował domek. Miał okienko z firanką w zielone listki, mały tarasik i drabinkę ze sznura. Lena i Olek uwielbiali tam wchodzić. Tego wieczoru wzięli koc w gwiazdki, latarenkę w kształcie księżyca i termos z malinową herbatą. Pikuś, ich mały biały piesek z łatką na oku, wspiął się za nimi, powoli, krok po kroku, pazurkami stukając w szczeble. Mama pomachała z kuchennego okna. – Gdy zrobi się bardzo ciemno, wołajcie, dobrze? – zawołała ciepło. Lena kiwnęła głową, a Olek przycisnął do piersi miękki koc. Czuł już w powietrzu zapach liści i odrobinę przygody. Późne popołudnie barwiło chmury na różowo. Wiatr poruszał liśćmi dębu: szszsz... szszsz... Słychać było dalekie bzyczenie miasta i bliskie świergoty wróbli. W domku zrobiło się przytulnie. Dzieci rozłożyły koc, ustawiły latarenkę i rozwiesiły na gwoździkach papierowe gwiazdki. – Zobacz, Pikuś, to będzie nasz wieczór na wysokości – uśmiechnęła się Lena. Pikuś machnął ogonem i wetknął nos pod koc, jakby chciał znaleźć ukryty przysmak. Olek wylał herbatę do dwóch małych kubków i położył obok trzy chrupiące herbatniki. Przez chwilę po prostu siedzieli, popijając ciepły napój. – Wiesz, że dziadek dał mi dziś kluczyk? – powiedziała Lena. Wyjęła z kieszeni niewielki srebrny kluczyk. Na końcu miał gwiazdkę. – Powiedział: „Na wszelki wypadek”. Tylko nie powiedział, do czego jest. Olek otworzył szeroko oczy. – Może do skarbnicy? Albo do skrytki z cukierkami? – zaśmiał się, ale zaraz spoważniał, bo Pikuś znów zaczął stukać nosem w podłogę. Piesek zjeżył uszy i zaszczekał cichutko, jakby na palcach: wuf. – Co tam masz, Pikusiu? – Lena przesunęła latarenkę niżej. Blask księżycowego światła przesunął się po deskach. Olek uklęknął i palcem obrysował ciemniejszą plamkę na drewnie. To był sęk, ale dziwny, bo w kształcie żołędzia. – Stuknę – szepnął Olek, trochę odważnie, a trochę ostrożnie. Puknął palcem: stuk. Odpowiedziało z dołu: stuk... jak echo, tylko miększe. Dzieci spojrzały na siebie. Wiatr ucichł, jakby sam chciał posłuchać. Lena pochyliła się jeszcze bliżej. – Słyszysz? – zapytała. Olek skinął głową. Pikuś zniżył pysk do szczeliny między deskami i zafurczał noskiem. Deski były tutaj odrobinę inne: jakby cieńsze, jakby ktoś je kiedyś ułożył tak, by pasowały do siebie jak puzzle. – To chyba... to chyba drzwiczki – wyszeptała Lena. Zdmuchnęła pyłek z drewna i odgarnęła drobne listki, które nawiało z tarasu. Pod palcami wyczuła zimny metal – niewielkie okrągłe kółko, płaskie, zaczepione w desce. – Kółko! – ucieszył się Olek. – To jak w prawdziwej klapie! Latarenka zamigotała i przez cieniutką szczelinę w podłodze przesączyła się kreska bladego światła. Nie była żółta jak latarenka. Była niebieskawa, jak światło lodu albo zimowego ranka. Z dołu dobiegł dźwięk, jakby ktoś cicho zadzwonił maleńkim dzwoneczkiem: dzyń. Pikuś cofnął łapki i usiadł, przekrzywiając głowę. Ogon przestał merdać. Olek przytulił go do siebie, poczuł, że futerko jest cieplutkie. A powietrze, które dmuchnęło spod desek, było chłodne jak poranek nad jeziorem i pachniało trochę deszczem, trochę żywicą. – To chyba woła nas ten kluczyk – powiedział Olek szeptem. Lena obejrzała gwiazdkę na kluczyku. Pasował do tej chwili tak, jak płatek śniegu pasuje do zimy. Serce zabiło jej szybciej, ale nie z lęku, tylko z ciekawości, która łaskotała w brzuchu. – Tylko po cichutku – mruknęła. Wsuwając palec w metalowe kółko, poczuła, że jest gładkie i zimne. Drugą ręką trzymała kluczyk, jakby był dobrym talizmanem. Olek przytrzymał latarenkę, by światło nie uciekało, i policzył oddechy Pikusia: jeden... dwa... trzy... Nagle na gałęzi nad domkiem przysiadła sójka i krzyknęła: kra! Wszyscy podskoczyli. Latarenka stuknęła o deskę i zadzwoniła cienko szkłem. Niebieskawa kreska pod podłogą zrobiła się odrobinę szersza, jakby też się poruszyła. – Słyszeliście? – zapytała Lena. Olek kiwnął głową tak wolno, że jego włosy tylko odrobinkę zatańczyły. Pikuś znów cichutko zaszczekał – wuf – ale nie zrobił kroku do przodu. Za to uszy miał jak dwa małe żagle, napięte na wiatr. Lena dotknęła metalowego kółka i spróbowała je podnieść. Coś w środku lekko zatrzeszczało: klik. Deski zadrżały jak struny. Dzwoneczek zadzwonił po raz drugi: dzyń... i zamilkł, czekając. – Może najpierw spróbujemy z kluczykiem? – zaproponował Olek. Lena obmacała kant deski. I rzeczywiście, tuż obok kółka znalazła malutką dziurkę, taką, do której pasowała gwiazdka na końcu kluczyka. Jeszcze jeden podmuch chłodu zahaczył o ich kostki. – Dziadek chyba wiedział – mruknęła Lena, sama nie wiedząc, czy mówi do Olka, czy do Pikusia, czy do dębu. Wsunęła ostrożnie kluczyk w dziurkę. Pasował jak ulał. Niebieskie światło zadrżało, jakby zatańczyło. Nad ogrodem zaszumiało wieczorne powietrze. Na tarasie domku zatańczył jeden, jedyny żółty liść. Cienie w środku nie były straszne – były miękkie i pełne szeptów. Dzieci przytuliły się do siebie, ale nie po to, by się schować, tylko żeby być jeszcze bliżej tego, co zaraz się wydarzy. – Jestem gotowa – wyszeptała Lena. – A ty? – Razem – odpowiedział Olek, mocniej chwytając latarenkę. Lena zacisnęła palce na kółku i drugą dłonią dotknęła kluczyka. – Raz... dwa... – zaczęła liczyć cichutko. Nie zdążyła powiedzieć „trzy”, bo z dołu dobiegło nagłe, wyraźne: stuk–stuk–stuk…


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 30
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.