Szept ulicy Cedrowej
Cedrowa 7 wyglądała jak każdy inny dom na tej nieco zapomnianej, obrzeżnej ulicy. Dach lekko przekrzywiony, biała farba odpadająca płatami z okiennic, ogródek zadbany tylko na tyle, by nie zwracać uwagi. Ale dla Leny, Filipa i Tomka ta ulica była czymś więcej niż tylko drogą do szkoły czy sklepiku spożywczego. Była tłem dla ich codziennych spotkań, rozmów i cichych prób ucieczki od przewidywalności.
Tamtego lipcowego popołudnia, kiedy miasto zdawało się topić w falach gorąca, Lena czekała na chłopaków, siedząc na krawężniku tuż naprzeciwko opuszczonego garażu. Miała na sobie szeroką koszulę, w której ukrywała się przed słońcem, i rozmyślała nad czymś, co tylko ona wydawała się słyszeć – cichym szeptem niosącym się po chodniku. Filip przybiegł pierwszy, niosąc pod pachą skateboard, a Tomek pojawił się chwilę później, z ramionami pełnymi papierów i notatników.
– Znowu rysujesz te dziwaczne rzeczy? – zapytała Lena Tomka, zerkając na jego szkicownik.
Ten tylko wzruszył ramionami, jakby to było całkiem normalne rysować drzewa z zakręconymi gałęziami przypominającymi labirynty i budynki, które bardziej wyglądały na żywe stworzenia niż architekturę.
– Może byśmy dziś spróbowali czegoś innego? – zaproponował Filip, patrząc na skrzynkę na listy stojącą samotnie pod numerem dziesiątym. – Słyszeliście, że wczoraj znowu świeciło się w tym domu, co zawsze jest zamknięty?
Na moment wszyscy zamilkli. Wiatr na krótką chwilę przyniósł zapach czegoś nieokreślonego, jakby ktoś właśnie zaparzył kawę i zostawił otwarte drzwi. Lena zerknęła na przyjaciół, urywała się właśnie chwila, w której zwyczajne popołudnie mogło przemienić się w coś więcej.
– Chcecie to sprawdzić? – rzucił Tomek, choć brzmiało to bardziej jak wyzwanie niż propozycja. – Skoro i tak nie mamy nic lepszego do roboty.
Przeszli przez ulicę Cedrową wolno, czując jak powietrze staje się coraz cięższe. Ogród przy domu pod numerem dziesiątym był zarośnięty bujnymi krzakami lawendy i mięty, a przez okno widać było wnętrze pogrążone w półmroku. Filip pierwszy zauważył, że drzwi nie są domknięte.
– Może powinniśmy zadzwonić... albo chociaż zapukać? – zapytała Lena, ale jej głos był bardziej ciekawski niż przestraszony.
Zbliżyli się i Filip, który zawsze udawał najodważniejszego, delikatnie popchnął drzwi. Skrzypnęły cicho i stanęły otworem. Wślizgnęli się do środka, chłód od razu objął ich ramiona. Wewnątrz zapach kawy był silniejszy, a światło, które tak ich zaintrygowało, migotało delikatnie w głębi korytarza. Ściany pokryte były dziesiątkami rysunków – te same zakręcone labirynty i niesamowite kształty, które tak lubił rysować Tomek.
Filip rozejrzał się nerwowo, ale Lena podeszła bliżej i zauważyła, że w jednym z pomieszczeń, na dużym stole, leży ogromny, staroświecki notes. Obok niego błyszczał stary piórnik, a z sufitu zwisała srebrzysta żarówka, mrugając w nieregularnym rytmie.
– Zobaczcie to! – szepnęła Lena, zerkając na okładkę notatnika. Na niej widniało jej własne imię, zapisane czyimś równym, nieznanym pismem.
W sali nagle coś zaskrzypiało, a światło zamigotało mocniej. Trójka przyjaciół spojrzała na siebie, wiedząc, że właśnie zrobił się krok dalej od tego, co znane. Wtedy zza półotwartych drzwi rozległ się stłumiony, ale wyraźny dźwięk kroków…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?