Szept spod czytelni
Jesienny deszcz klepał o wysokie okna, gdy Lena kończyła dyżur w bibliotece. Z działu darów przywieziono trzy pudła po zmarłym zegarmistrzu, panu Proznerze z Rynku. Papiery pachniały kurzem i olejem, a na dnie leżał ciężki mosiężny klucz. Przez szybę widać było wieżę z zatrzymanym zegarem, niemą już od lat. Lena przetarła klucz rękawem, czując na skórze chłód, jakby metal pamiętał dawny wiatr.
Na kopercie w jednym z pudeł widniał dopisek: Dla osoby, która wciąż słucha. W środku spoczywała kartka z krzywym szkicem wieży i zdaniem: Jeśli to czytasz, zegar już milczy. Lena uśmiechnęła się krótko, bo zegar milczał od zawsze jej pamięci, jakby to było hasło do gry. Obok kartki tkwił wąski notes z nazwiskami oraz symbolem przypominającym stylizowane ucho, rysowanym przy kilku wpisach. Z korytarza zajrzał ochroniarz, pan Marek, poprawiając czapkę i zerkając na zegarek nad drzwiami. „Zamykamy za pół godziny, pani Leno.” „Wiem, jeszcze chwilę.”
Notatki prowadziły jak nitka przez katalogi do półki Mechanika drobna, rząd czwarty, miejsce siódme. Między podręcznikami stała płaska skrzyneczka bez zamka, tylko z mosiężnym gniazdem pokrytym rysami. Klucz wszedł gładko i przekręcił się z miękkim kliknięciem, jakby czekał właśnie na nią od wielu zim. W środku leżał wąski pasek papieru, pachnący olejem, zapisany szeregiem kropek i kresek, jak alfabet Morsa. Na dnie była też kartka z planem czytelni i małym czerwonym krzyżykiem przy skraju okna.
Czytelnia opustoszała, lampy brzęczały przy sufitach, a portrety darczyńców milczały jak zwykle, patrząc w bok. Lena wsunęła dłonie pod brzeg dywanu i uniosła go, odsłaniając metalową kratkę z czterema śrubami. Nacięcia miały kształt słońc, identyczny z końcówką jej mosiężnego klucza, jak w łamigłówce. Odkręciła je kolejno, czując, jak z kratki dmucha chłód, który nie pachniał piwnicą, tylko deszczem i olejem. Pan Marek przeszedł obok drzwi i chrząknął, a ona zgarnęła dywan, jakby nic się nie działo, patrząc w notatki. „Godzina.” „Już wychodzę.”
Kiedy jego kroki ucichły na schodach, Lena odsunęła kratkę i pochyliła się nad ciemnym otworem. Z dołu unosił się szept, przypominający przewracanie stron, choć nie było tam książek, tylko mrok. Telefon, ustawiony na latarkę, oświetlił wąskie szczeble drabinki, wgryzione w cegłę, wilgotne po deszczu. Zadrżała, bo wieża na zewnątrz właśnie zabiła jeden raz, chociaż od lat milczała, jakby ktoś ją obudził. Wibracja w dłoni wyrwała ją z zamyślenia; nieznany numer przysłał krótki tekst: Nie schodź sama. Zanim zdążyła odpisać, ekran mignął, a z głębi kliknęło metaliczne kółko, jakby ktoś poruszył niewidoczny mechanizm. Lena postawiła stopę na pierwszym szczeblu, gdy nadeszła druga wiadomość, bez podpisu: Już czekam.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?