Szept run nad fiordem
Świt wspinał się po ścianach fiordu, a mgła wisiała jak mokra wełna. Eira, córka nawigatora, wycierała dłonie w płaszcz i liczyła oddechy nadchodzącego wiatru. Pod stopami czuła deski smoczej łodzi, suche, lecz gotowe napić się sztormu. W długim domu jeszcze tlił się ogień, ale załoga trzymała się już wiosłami. Każdy z nich znał legendę o przejściu, które otwiera się tylko przy czerwonym księżycu.
Na rufie wisiał kruk z drewna, z oczami wysadzanymi bursztynem, wierny towarzysz północnych wypraw. Eira trzymała przy sercu kamień słoneczny, mleczny i ciężki, odziedziczony po matce skaldzie. Mówiła, że w odpowiednim świetle pokaże drogę, której mapy boją się nawet dotykać. Gdy róg zabrzmiał od strony osady, mgła drgnęła, a fale zbiły się jak dłonie wojowników.
Przybiegł Hjalti, brodaty sternik, niosąc wilgotną skrzynkę opasaną skórą i czarnymi runami. Znaleziono ją w osuwisku, tam gdzie górski strumień gryzie klify, zawsze wściekły i zimny. W środku leżał rulon ze skóry wieloryba, pachnący solą, z wyrysowanym kręgiem wysp i dziwną bramą. Na marginesie migotał znak, który Eira znała z kołysanki, choć nikt jej nigdy nie tłumaczył.
Załoga podjęła okrzyki, tarcze uderzyły o burty, a zęby smoka przecięły ciężkie mleko mgły. Eira obracała kamień słoneczny, szukając tańczącej iskry, aż błysk wskazał północ, której nie było. Kruk, żywy tym razem, zatoczył krąg nad masztem i zakrakał, jakby kpił z ich pewności. Gdy wypłynęli poza osłonę skał, wiatr zamilkł, a woda stała się gładka jak kość.
Hjalti wskazał na dal, gdzie mrok miał barwę atramentu, a mgła układała się w runiczne sploty. Pod kilem coś westchnęło, lekko jak foka, lecz dźwięk niósł głębię jaskini pełnej snów. Z brzegu przyszło echo bębna, jeden takt, potem drugi, a trzeciego nikt nie odważył się policzyć. Eira podniosła kamień, który zaczął świecić od środka, i wydała rozkaz, zanim mgła uniosła się jak kurtyna. Na wodę padł cień jak skrzydło góry, a smoczy dziób zadrżał, kiedy coś ogromnego przecinało ciszę.
Z mgły zaczęły wypływać łodzie bez żagli, pchane ciszą, na dziobach miały nieznane symbole. Nie machały wiosłami, a jednak przesuwały się jak sny, zostawiając za sobą ślady lodowatego światła. Hjalti wyszeptał zaklęcie na pomyślną drogę, lecz głos ugrzązł mu w gardle, jakby połknął pióro. Eira przytknęła kamień do mapy, a brama na pergaminie rozwarła się jak źrenica, chłonąc świat. Wtedy Kruk opadł na reling i powiedział zrozumiałym głosem, że to nie brama, lecz pytanie.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?