Szept plecaka
W pokoju Hani pachniało kredkami i kakao. Słońce kładło na dywanie złote prostokąty, a firanki falowały jak morskie fale. Na krześle bujał się plecak w granatowe grochy. Hania odłożyła zeszyt, westchnęła zadowolona i pobiegła do kuchni, bo mama zawołała na kolację.
Gdy drzwi cichutko się zamknęły, w pokoju zrobiło się bardzo spokojnie. Spokojnie — ale tylko przez chwilę.
— Ktoś może mnie odsunąć od brzegu krzesła? — mruknął Groszek, czyli plecak w grochy. — Nie lubię wisieć jednym paskiem!
— Już, już! — zeskoczyła z blatu Kredka Zielka, zielona od czubka po sam koniec. Miała miękki głos i zawsze była pierwsza do pomocy.
Z głębi piórnika wychylił się Ołówek Grafi, o spiczastym nosie i w paski. Towarzyszyła mu Gumka Pucia, pulchna i różowa, oraz Linijka Prosta, zawsze prosta i bardzo dumna ze swoich centymetrów. Temperówka Kręcio zamaszyście zakręciła śrubką i aż zadzwoniła cichym brzdękiem.
— Gotowi na wieczorny spacer po biurku? — ziewnęła Pucia.
— Pst! — zatrzęsły się grochy na materiale Groszka. — Słyszycie?
W pokoju coś zaszeleściło. Cii... Wydawało się, że w powietrzu drży cienki szept. Bardzo cienki, jak nitka pajęczyny.
— Pssst… hej… tu… — dobiegało skądś blisko, prawie spod nosa Groszka.
Wszystkie spojrzenia skierowały się na małą kieszeń z przodu plecaka. Zamek lśnił jak księżyc, a w szparce mignęło delikatne światełko. Ktoś, albo coś, szeptało jeszcze raz, trochę śmielej.
— To chyba ta kieszeń — powiedziała poważnie Linijka Prosta. — Trzeba podejść i sprawdzić. Ale ostrożnie.
— Ja mogę pchnąć zamek — zaproponowała Gumka Pucia. — Jestem miękka, nie zadrapię.
— A ja rozświetlę drogę — zgłosiła się Kredka Zielka i wskoczyła na brzeg biurka, gdzie tańczyły promyki słońca. — Patrzcie, tu jest jasno!
— Strategia: most i wspinaczka — chrapliwie zaplanował Ołówek Grafi. — Prosta, ułóż się jak mostek.
Linijka Prosta z powagą położyła się między biurkiem a krzesłem. Kręcio ruszył pierwszy, kręcąc śrubką jak kołem. Zielka dreptała tuż za nim, a Pucia stawiała krótkie kroczki, zostawiając maleńkie ślady z gumkowego pyłku. Grafi szedł z tyłu, żeby pilnować całej ekipy.
Gdy dotarli do Groszka, plecak odważnie wyprostował paski i przestał się kołysać.
— Czuję łaskotki — powiedział szeptem. — W samym środku kieszeni… takie bzz, jakby ktoś trzymał mały promyk.
— Promyk? — powtórzył Kręcio z szeroko otwartymi oczami. — Brzmi jak przygoda.
— Ciiii — upomniała go Linijka Prosta. — Działamy.
Pucia oparła się na suwaku i delikatnie pchnęła. Zamek zaszurał cichutko, jakby bał się obudzić kurtynę z materiału. Zielka pochyliła się i przyłożyła ucho do kieszeni. Usłyszała… bim? nie, bardziej tik… tik… i znowu ten szept, trochę nieśmiały, trochę proszący.
— Słyszysz? — zapytał Grafi. — Co mówi?
— Nie rozumiem wszystko — odszepnęła Kredka Zielka. — Tylko tyle: hej… tu… ja… i coś o świetle.
— To ja podniosę brzeg — zdecydowała Pucia. — Ale potrzebuję pomocy. Prosta, zablokuj suwak, żebym nie pojechała za daleko.
Linijka Prosta wsunęła się pod kółeczko zamka i przytrzymała je równo, jak umiała najlepiej. Kręcio ustawił się obok, gotowy do kręcenia, gdyby trzeba było coś poluzować. Ołówek Grafi wspiął się na groszekowy wzór i stanął na baczność.
— Trzy, dwa… — szepnęła Pucia.
W tej samej chwili z kieszeni błysnęło jasne, ciepłe światełko. Nie bolało w oczy, raczej łaskotało policzki, jak kiedy słońce wychyla się zza chmur. W środku coś cicho zastukało, jak kropla wody w szklance.
— Jeden… — dokończyła Pucia i pchnęła odrobinę mocniej.
Zamek drgnął. Groszek wstrzymał oddech. Cała piątka pochyliła się nad małą szparką. Światełko zatańczyło w środku, migotnęło i… suwak rozsunął się o szerokość palca.
Z wnętrza kieszeni dobiegł cichutki dźwięk, jakby ktoś klapnął maleńkimi drzwiczkami. Coś się poruszyło bardzo blisko brzegu, tak blisko, że Zielka zobaczyła cień okrągłego kształtu.
— Ojej… — szepnął Grafi.
— Gotowi? — spytała prawie bezgłośnie Linijka Prosta, zbierając odwagę na ostatnie pchnięcie, gdy nagle coś w środku dotknęło zamka od wewnątrz i…
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?