Szept lasu Przemrocza
Ciemność z wolna ogarniała przesiąknięty wilgocią las Przemrocza. Na niewyraźnej ścieżce, tuż przy rozklekotanej furtce, trzaskały gałązki pod butami Zosi, Mateusza i Igora. Powietrze pachniało jakby mchem i czymś bardziej nieuchwytnym, czymś, co przypominało kurz starych książek i zamkniętych od lat pokoi.
– Obiecuję, że jeśli znajdziemy choćby jednego nietoperza, uciekam pierwsza – mruknęła Zosia, naciągając kaptur na głowę. Mateusz zaśmiał się cicho, próbując dodać otuchy i sobie, i jej. Igor szedł z tyłu, ciągnąc za sobą ciężki plecak. W środku brzęczała latarka i kilka innych rzeczy, które mogły się przydać, choćby butelka wody, notes i… stara mapa, wydrukowana przez Mateusza.
Sanatorium stało opuszczone od kilkudziesięciu lat. Historie, które o nim krążyły, były różne: o lekarzach, którzy znikali, o oknach, które same się zamykały, i o dzieciach, które nigdy nie opuściły budynku. Nikt nie brał ich na serio, ale dziś cała trójka, uzbrojona w odwagę i ciekawość, postanowiła to sprawdzić.
Gdy furtka skrzypnęła, Igor zamknął oczy i policzył do trzech. „To tylko wiatr”, powtarzał w myślach. Ale drzwi do budynku nie otworzył żaden powiew. Były półprzymknięte, jakby ktoś zapraszał do środka.
Weszli do holu, gdzie światło latarek tańczyło na popękanych ścianach i mozaikach podłogi. Wszystko wyglądało inaczej niż na zdjęciach z internetu – bardziej niepokojąco, bardziej realnie.
Mateusz podszedł do tablicy ogłoszeń, na której wisiały pożółkłe kartki. Przystawił do nich światło. „WSPOMNIJ O SWOICH MARZENIACH PRZY OSTATNIM ŚWIECIE” – przeczytał głośno.
– Co to ma znaczyć? – szepnęła Zosia, zerkając na okna, za którymi cicho śpiewał wiatr.
Rozeszli się po korytarzach. W starej stołówce podłoga dziwnie trzeszczała pod stopami, a na suficie wisiały porwane girlandy. Dochodziło stamtąd coś, co brzmiało jak szuranie – ciche, powolne, jakby ktoś przesuwał się po linoleum boso.
Nagle Igor zatrzymał się przed drzwiami do kotłowni. Były lekko uchylone, a zza nich biło ciepło.
– Widzę światło – powiedział, wskazując szczelinę.
Wszyscy wstrzymali oddech. Z wnętrza dobiegł cichy dźwięk – coś pomiędzy szeptem a westchnieniem. Zosia bez słowa chwyciła Mateusza za rękaw. Mateusz uniósł latarkę, gotowy świecić na wszystko, co się ruszy. Igor delikatnie pchnął drzwi.
Zamiast pustki ukazał się długi, ciemny korytarz oświetlony szeregiem niewielkich światełek. Po podłodze, wzdłuż ścian, ciągnęły się dziwne ślady, jakby ktoś ciągnął coś ciężkiego, zostawiając za sobą mokre smugi. Na końcu korytarza zamigotała sylwetka – wysoka, chuda postać, której twarzy nie dało się dostrzec przez półmrok.
Postać powoli odwróciła głowę w ich stronę. W tej samej chwili światła zgasły, a las za oknami ucichł jak na komendę...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?