Did You Know?

Szept fiordu i żelazny księżyc


Szept fiordu i żelazny księżyc
Nad fiordem wisiała mgła, a nad mgłą – nisko – żelazny księżyc. Nie był z nocnego nieba, tylko z południa, jak moneta bez bicia. Dym unosił się z długiego domu Torgeira, cieśli okrętowego, i pachniał smołą. Eir, jego córka, stała na slipie między żebrami nowej łodzi, słuchając, jak mokre drewno mówi. Słyszała to nie pierwszy raz: cichy szept w rytmie fali, niby rada, niby zagadka. Tamtego ranka morze oddało sieciom rybaków krąg z czarnego żelaza, ciężki mimo wielkości. Był gładki, bez zdobień, jak kawałek samej nocy. Kiedy Eir go dotknęła, palce zapiekły chłodem, ale metal drżał, jakby w nim płynęła krew. Na krawędzi przejrzała się twarz dziewczyny i kilka run, których nikt nie wyrył. Znak przypominał laguz, wodę, lecz przecinała go linia światła. Eir schowała krąg do torby pod wełnianym płaszczem. W wiosce krążono o znakach, bo nad zatoką krzyczały mewy, a psy wyły do dnia. Brynhild, wieszczka, odczytywała popiół z ogniska, jednak ogień dawał jej obraz, którego nie nazwała. Torgeir mówił o wyprawie, bo lód pękał i trzeba było poprawić nitowanie na dziobie. "Pojedziecie handlować, nie grabić," przypomniała mu Eir, jak robiła zawsze. "Pojedziemy słuchać wiatru," odparł z uśmiechem, "a on wie, co przynieść." Zmierzch spadł szybko, z nieba zszedł zielony taniec, i żelazny krąg zadrżał mocniej. Z boi przy skale przyszło uderzenie rogu, długie jak oddech smoka, choć nikt rogu nie trzymał. Leif, kuzyn Eir, wskazał na ujście cieśniny, gdzie woda, zwykle niespokojna, spłaszczyła się nagle. "Słyszysz?" spytał. "Jakby ktoś śpiewał z dna." Eir skinęła bez słowa, czując, jak włosy na karku się unoszą. W torbie krąg pulsował, jakby odpowiadał pieśni. W długim domu płonął żar, ale dziewczyna nie usiadła przy strawie. Brynhild chwyciła ją za nadgarstek i ścisnęła, aż kostki zbielały. "Nie ty jesteś przywołującą," wyszeptała. "A jednak przyszło do ciebie." Eir wyrwała rękę delikatnie, jakby odsuwała łodygę trzciny. "Nie chcę tego," powiedziała prawdę, "ale słyszę." Torgeir wrócił z nabrzeża, niosąc żebro wieloryba, na którym stare dłonie wyryły mapę gwiazd. Brakowało narożnika, jakby ktoś wyłamał go dawno temu. Kształt brakującego fragmentu pasował do kręgu. Na brzegu zrobiło się cicho do nienaturalności, jakby fiord wstrzymał oddech. Eir i Leif wymknęli się do szopy na łodzie i zsuwali małą łódź po mokrych belkach. "Tylko spojrzymy," mruknął Leif. "Jeśli to głupota, zawrócimy." Płynęli w stronę ciemnej rozpadliny między klifami, gdzie gromadziła się mleczna mgła. Krąg wyrwał się z torby, uderzył o dziób i przylgnął do niego, rozpalając się cieniutkim pasem światła. Woda pod łodzią zafalowała, jakby coś ogromnego obróciło się tuż pod nimi, a z rozpadliny wynurzyło się...


Author of this ending:

Age category: 18+ years
Publication date:
Times read: 19
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.