Szept fiordów i młot burzy
Astrid miała czternaście zim i dłonie pachnące smołą z łodzi.
Mieszkała nad fiordem, gdzie ściany gór odbijały krzyk białych mew.
Każdego ranka ćwiczyła tarczą z Bjørnem, starym wojownikiem jarla Torvala.
Marzyła, by poprowadzić drakkara, lecz starszyzna uznawała ją za dziecko.
Tego lata dęby szeptały o wyprawie, a morze żądało odwagi od młodych.
Nawet psy w wiosce wyczuwały zmianę i szczekały na północ.
W noc przesilenia morze było gładkie, choć chmury trzaskały piorunem.
Jarl Torval wzniósł róg miodu, a skald rozpoczął starą sagę.
Wtedy z fiordu dobiegł szept, jakby fale mówiły w obcym rytmie.
Astrid zamarła, bo słowo brzmiało jak jej imię, przeciągnięte i twarde.
Starszyzna udawała spokój, lecz Bjørn zacisnął dłoń na rękojeści seaxu.
W blasku ognia na wodzie przesuwały się cienie, wydłużone i krzywe.
Stara Vigdís rzucała kości runiczne, lecz kostki milczały jak zaklęte.
Później wymknęła się na kamienisty brzeg, gdzie cumował drakkar Skadi.
Na piasku leżał kościany kompas, nieznany wzór, runy świeciły jak płomyki.
Igła wskazywała nie północ, lecz czarną szczelinę w lodowej skale.
Astrid dotknęła run, a głos morza zamienił się w krótki rozkaz.
Znajdź młot burzy, nim przypłynie cień bez załogi i wioseł.
Na brzegu zostawiła znak na tarczy, żeby pamiętać drogę powrotną.
Woda przy szczelinie była cieplejsza, a z dna unosiły się pęcherzyki.
O świcie fiord przykryła mgła, ciężka i słona jak stare łzy.
Astrid pokazała kompas Bjørnowi, a wojownik tylko skinął, jakby czekał.
Razem popłynęli łodzią wiosłową ku skale, gdzie mieszkał zimny wiatr.
Z mgły wynurzył się cień drakkara, sunący bez dźwięku, bez ludzi, bez śladu.
Wtedy kompas drgnął, runy zapłonęły błękitem, a szczelina odpowiedziała dudniącym, metalicznym uderzeniem.
Z pokładu cienia patrzył wyrzeźbiony smok, jakby wietrzył strach, choć milczał.
Bjørn wsunął jej do dłoni runiczną kość, szepcząc, by słuchała fal.
Tuż pod łodzią rozszedł się krąg, jakby coś ogromnego zaczerpnęło oddech.
Astrid uniosła kompas, a wskazówka obróciła się gwałtownie, zatrzymując dokładnie na nas.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?