Szept Biblioteki i Uparty Długopis
Po lekcjach Lena została w szkole dłużej, żeby wydrukować referat. Ksero znowu zawyło i połknęło papier, po czym zawstydzenie mrugnęło kontrolką. Zanim westchnęła, usłyszała cichy szept spod blatu: „Wreszcie ktoś rozsądny.” Podniosła upuszczony długopis, srebrny jak rybka w słońcu. „Nie ściskaj tak,” syknął, wykręcając się jak jaszczurka z kieszeni. „Mam delikatny wkład, serio.” Lena zamarła, potem rozejrzała się nerwowo po pustym korytarzu. „Właśnie ze mną rozmawiasz?” spytała, starając się nie puścić długopisu na podłogę. „Z tobą, z losem i z tym fatalnym kserem, które ma focha,” odparł długopis.
Długopis nalegał, by iść do biblioteki, gdzie wszystko podobno ożywa. W środku pachniało kurzem i tuszem, a regały stały jak strażnicy. Globus poruszył się powoli, wskazał Pacyfik i mruknął: „Zagrożenie przychodzi falą.” Atlas westchnął papierowo: „Brakuje strony sto dwudziestej trzeciej.” Lena odsunęła włosy z czoła, czując dreszcz pod skórą. „Kto zabiera kartkę z oceanu i po co?” zapytała niepewnie. „Chronometr z auli,” odpowiedział globus, obracając się ciężko jak planeta w kajdanach. „Chce nas uciszyć na zawsze, zanim wybije dziewiętnasta i zapadnie Cisza.” Długopis zadźwięczał sprężyną, jakby zagryzał zęby ze strachu. „Musimy znaleźć stronę, zanim nastanie blokada biblioteki i rolety opadną.”
Przeszli między półkami, gdzie regulamin szeptał „Bez hałasu” jak surowa nauczycielka. Krzesła skrzypiały nerwowo, a zszywacz klikał rytm marsza, jakby dodawał odwagi. „Lewo,” wskazał globus, kręcąc oceanami jak kierownicą. Na końcu korytarzyka czekała szafka z mlecznym okienkiem, zamknięta na błyszczącą kłódkę. „Nie umiem się włamywać,” powiedziała Lena, czując jak serce bębni jak piątkowy dzwonek. „To nie włamanie, to negocjacje,” prychnęła klamka, po czym wygięła się kapryśnie. Regał obok chrząknął i wysunął wąską listwę, ukrytą jak język tajemnicy. Lena pociągnęła, a kłódka kliknęła jak ziewnięcie.
Wewnątrz leżał stary atlas z obdrapanym grzbietem i poszarpanym brzegiem. Z miejsca po wyrwanej stronie sączyło się blade, chłodne światło. „To ślad,” wyszeptał atlas, drżąc cieniutko jak pergamin na wietrze. Długopis pociemniał i sam napisał na marginesie, bez jej dłoni: „Idą.” Świetlówki zamigotały, a w odległej auli rozległo się ciężkie uderzenie zegara. „Za późno, uciszacz już się budzi,” zabrzmiał metaliczny szept głośnika przeciwpożarowego. Ktoś przeciągnął klucze po poręczy, a drzwi biblioteki zaczęły się domykać. Wszystkie przedmioty wstrzymały oddech, jakby to w ogóle było możliwe. Wtedy tuż przy uchu Leny rozbrzmiało nowe, nieznane tykanie, coraz bliższe.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?