Did You Know?

Szept bębna pod Srebrnym Namiotem


Szept bębna pod Srebrnym Namiotem
Kiedy cyrk Srebrny Namiot stanął na łące za szkołą, całe miasteczko pachniało watą cukrową i świeżymi trocinami. Wstążki trzepotały na wietrze, a kolorowe plakaty obiecywały cuda: akrobatów, klauna, ogniste obręcze (ale tylko na niby) i sztuczki, których nikt nie zapomni. Zosia ścisnęła bilet tak mocno, że zrobiły się na nim małe zagięcia. Obok niej kroczył Franek, trochę młodszy i bardzo ciekawski. W jego kieszeni grzechotały dwa karmelowe orzeszki, które oszczędzał na “najlepszy moment”. Przy wejściu do Srebrnego Namiotu czekał Mistrz Ceremonii. Miał wysoki cylinder, fioletową pelerynę i uśmiech, który błyszczał jak wieczorne lampki. – Proszę, proszę, dla odważnych i dla tych, co dopiero szukają odwagi! – powiedział i lekkim ruchem różdżki rozerwał bilety Zosi i Franka. – Zapraszam do świata, który potrafi mrugać do was oczami! W środku było ciepło i przytulnie. Trociny na arenie pachniały lasem. Na szczycie namiotu wisiały rzędy świateł, a między nimi kołysały się chorągiewki. Zosia i Franek usiedli blisko barierki. Słyszeli, jak ktoś za kurtyną ćwiczy szeptem liczenie: raz, dwa, raz, dwa. Słychać też było stukot drewnianych kół i ciche dzwonki. Nagle trąbka zapiszczała wesoło, bębny zagrzmiały i Mistrz Ceremonii wkroczył na środek areny. – Panie i Panowie! Dziewczynki i Chłopcy! – zawołał. – Dziś nocą Srebrny Namiot pokaże wam odwagę, śmiech i odrobinę zdziwienia! Najpierw pojechały Bliźnięta Cyk-Cyk na monocyklach. Ich koła skrzypiały, a kolorowe pompony podskakiwały przy każdym piruecie. Wjechały na wąską deseczkę i objechały ją w kółko, jakby to była prosta droga do sklepu z lizakami. Dzieci klaskały, dorośli klaskali, a pies o imieniu Guzik szczekał radośnie z boku. Guzik nosił krawat w kratkę i umiał kłaniać się publiczności. Potem przez arenę prześlizgnęła się Lila, akrobatka o włosach w kolorze miedzi. Wspięła się na długi jedwab, który zwisał ze stropu, i tańczyła w powietrzu. Zosia prawie wstrzymała oddech, kiedy Lila zawisła na samych nadgarstkach, a światło narysowało na jej sukni złote fale. – Ja też kiedyś będę latać – szepnął Franek. – Najpierw nauczysz się odwiązywać sznurowadła – zachichotała Zosia. Na arenę wpadł Pan Kuku, klaun o czerwonym nosie i ogromnych butach, które robiły “klap-klap” przy każdym kroku. Udawał, że goni własny kapelusz, ale kapelusz uciekał jak żywy. Kapelusz skakał na słupki, zaglądał do wiadra z konfetti, a potem, zupełnie nieoczekiwanie, przykleił się do guzika jego fraka. – O, proszę! – zawołał Pan Kuku. – Kapelusz przyjaźni się z Guzikiem! – A pies Guzik, słysząc swoje imię, zrobił obrót i zaszczekał jeszcze weselej. Zosia zauważyła coś jeszcze. Tuż przy czerwonej kurtynie stał wielki bęben. Był większy od niej i Franka razem wziętych, cały w srebrnych nitach i z niebieską wstęgą przewiązaną jak prezent. Na boku bębna wisiał mały, zamknięty zatrzask. Co jakiś czas Zosia słyszała delikatne: tik… tik… jak krople deszczu, które nie mogą się zdecydować, czy już spaść, czy jeszcze poczekać. – Słyszysz? – Zosia szturchnęła Franka w łokieć. – Może w środku mieszka mały deszcz? – odpowiedział pół żartem, pół serio. Mistrz Ceremonii znów stanął na środku. – A teraz to, na co wielu z was czekało – rozłożył ręce szeroko. – Numer niespodzianka! Coś, czego jeszcze nie graliśmy pod Srebrnym Namiotem. Proszę o światła jak z wieczornej bajki i o uszy jak misie, które wąchają miód. Światła przygasły. Dookoła zrobiło się miękkie, ciemnoniebieskie światło, jakby ktoś okrył cały namiot kocem z nieba. Trąbka umilkła. Tylko bęben zadrżał lekko, jakby w środku ktoś wziął oddech. Dwóch pomocników w błyszczących kamizelkach powoli wtoczyło bęben na sam środek areny. Kółka skrzypnęły i zatrzymały się tuż pod złotą lampą. – Co tam jest? – szepnął Franek, ściskając dłoń Zosi. – Chyba… coś, co właśnie liczy do trzech – odparła Zosia. I znowu usłyszeli: tik… tik… tik… Pan Kuku przyszedł cicho, jakby był zrobiony z piórek. Ustawił się z boku bębna i przyłożył ucho do brzegu. Zrobił oczy wielkie jak dwa guziki i przyłożył palec do ust. – Cicho jak w pudle na nici – powiedział szeptem tak, by jednak wszyscy usłyszeli. – Ale coś tam nuci. Mistrz Ceremonii uniósł laskę. – Panie i Panowie, Dziewczynki i Chłopcy, oto “Szept Bębna”. Numer, w którym przedmiot ma głos, a głos może zatańczyć. Prosimy o odrobinę odwagi i dużo wyobraźni. Na widowni ktoś chrupnął popcornem, ale od razu przestał. Guzik usiadł i położył pysk na łapach, jakby rozumiał, że teraz trzeba być cicho. Lila usiadła przy linie i przyglądała się z ciekawością. Bliźnięta Cyk-Cyk stanęły na palcach, zaglądając przez ramiona dorosłych. Mistrz Ceremonii podszedł do zatrzasku. – Na trzy – powiedział miękko. – Raz… W namiocie zachrobotał wiatr. Flaga przy wejściu zaszeleściła. Z bębna uniósł się cień, bardzo lekki, jak piórko rzucone do góry. – Dwa… – Jego głos był teraz cieplejszy, ciszej spadał na trociny. Zosia poczuła, jak Franek drży obok niej, ale to był ten dobry dreszcz, co przychodzi, kiedy wiesz, że wydarzy się coś niezwykłego, i nie możesz przestać się uśmiechać. Nagle tik… tik… zamieniło się w cichutkie: tum… tum… jak serduszko, które też coś liczy. Na bębnie pojawił się maleńki ślad, coś jak dotknięcie od środka. Pan Kuku odsunął się o krok i potknął o własne sznurowadło, ale tylko po to, by ukłonić się dywanowi trocin, co rozśmieszyło najmłodszych. Zatrzask błysnął. – Dwa i pół – zażartował Mistrz Ceremonii, a publiczność zachichotała, choć nikt nie spuszczał wzroku z bębna. Z niewidocznej szczeliny wysunęło się jedno, bardzo delikatne piórko. Było białe na końcu i błękitne przy nasadzie. Zakręciło się w powietrzu, zatańczyło nad areną i opadło wprost na dłoń Zosi. Piórko było chłodne i miękkie, zupełnie jak poranek nad stawem. – Trzy – powiedział Mistrz Ceremonii i dotknął zatrzasku. Światła zwęziły się do jednego, złotego kręgu. Widzowie pochylili głowy. Franek wstrzymał oddech tak mocno, że aż zapomniał o swoich dwóch karmelowych orzeszkach. A wtedy, zanim zatrzask całkiem się odsunął, z wnętrza bębna dobiegł cichutki szept, wyraźny jak czyjeś imię wypowiedziane prosto do ucha: – Jesteście gotowi? Mistrz Ceremonii uniósł rękę wyżej, w namiocie zrobiło się tak cicho, że słychać było pojedyncze skrzydło muchy, która chyba też chciała wiedzieć, co będzie. Zatrzask drgnął, “klik”, wieko bębna lekko się uniosło i wtedy coś w środku poruszyło się tak raźno, że cała arena wstrzymała wspólny oddech…


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 34
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.