Szepczący katalog
Maja od dawna nie lubiła dzwonków, powiadomień i nerwowego gwaru korytarzy. Dlatego wzięła praktyki w bibliotece, ucieczkę w porządek, spokój i atrament. Tego deszczowego wieczoru zeszła do magazynu zamkniętego dla zwykłych czytelników na zapleczu. Miała posegregować szuflady starego katalogu kartkowego po remoncie wypożyczalni i sprawdzić etykiety. Lampy jarzeniowe syczały, a korytarz pachniał kurzem, klejem i wyłączonym prądem.
Gdy Maja wsunęła pierwszą szufladę, biurkowa lampka chrząknęła jak przeziębiony nauczyciel. "Prawą stroną, kochana, książki też lubią wracać na swoje miejsca, zawsze." Maja obejrzała się gwałtownie, lecz w pustej czytelni stały tylko meble i cisza. "Nie strzelaj oczami, Maju," ziewnął zszywacz, "my tu wszyscy mówimy, gdy Regulamin pozwala." Maszyna do pisania zazgrzytała i sama wystukała: "Ciii, dopiero po zamknięciu drzwi wejściowych."
"Regulamin Milczenia chroni nas i was, ale dziś pękła w nim dziura." Katalog oddychał jak miech, a w jednym rzędzie widniało puste, nienaturalnie chłodne miejsce. "Zginęła karta Hasła Głównego," syknęły fiszki, "bez niej rzeczy zaczną wypadać z pamięci." Globus pokryty plastrem obrócił się wolno, aż zatrzymał palcem Afrykę i spojrzał w górę. "Zabrano ją wczoraj w nocy," dodał stempel, "ktoś przestawił czas na naszej dacie."
Maja poczuła strach, ale ciekawość była żywsza, jak ogień pod stalowym czajnikiem. "Co mam zrobić?" zapytała cicho, choć echo w magazynie lubiło robić hałas. "Otwórz przejście za atlasami," rzekła lampka, "tylko człowiek wypowie właściwe słowo bez błędu." "Ale pamiętaj," brzęknęły klucze, "katalog spróbuje nazwać ciebie, żeby cię ułożyć na półce." Stempel przytknął się do jej dłoni; skóra zapiekła, a lustro w oknie mrugnęło literami.
Na skórze odcisnęło się "AJAM", które odbite w szybie ułożyło się posłusznie w "MAJA". Szafka z katalogiem wysunęła sama właściwą szufladę i zapach atramentu zrobił się ciężki. Czarna karta zaczęła się pisać, najpierw kreską, potem nazwiskiem, ledwie widocznym jak mgła. "Nie patrz," syknął zszywacz, ale drabinka przesunęła się sama w stronę regału z atlasami. Gdy Maja dotknęła chłodnej drewnianej ramy, ściana odsunęła się o centymetr i zawiało nocą. Z ciemności padło słowo, którego nie wypowiedziała: jej imię, przeciągnięte jak stary dzwon.
Na posadzce zaświeciły się literki jak robaczki świętojańskie, układając strzałkę do wnętrza. Telefon z tarczą, niepodłączony do niczego, zadzwonił jednym, upartym, niemal ludzkim tonem. "Jeśli wejdziesz, czas może odwrócić literę, nie tylko twoje imię," ostrzegła maszyna. Maja uniosła słuchawkę, a po drugiej stronie coś wzięło długi, pierwszy oddech.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?