Sygnały spod pomostu
W Nadbrzeżu, gdzie mgła wślizgiwała się do sklepów jak kot, Lena zaczęła wakacyjną praktykę w bibliotece. Nie była tu nowa, ale od sztormu latarnia na cyplu pozostawała ciemna, jakby obrażona. Wszystko pachniało solą i papierem, a półki w czytelni przeglądał przeciąg jak starą kronikę.
W poniedziałek przyniesiono skrzynkę z darami, w której leżał zardzewiały, morski dziennik i płaski słoik z piaskiem. Na okładce dziennika ktoś wypalił znak przypominający pierścień z przecięciem, jak heraldyczną ranę. Lena otworzyła go ostrożnie i znalazła mapę portu z notatką: Gdzie milczy dzwon, mówi dno.
Wieczorem poszła do mariny, gdzie przy łodziach krzątał się Kacper, znajomy z klasy i syn bosmana. Przeglądali mapę na pokładzie, gdy wiatr zaszumiał w wantach jak chór, zupełnie nie po sierpniowemu. Kacper mruknął, że dzwon z Kaplicy Rozbitków milczy od burzy, a nocą ktoś daje światłem znaki. Mówią na niego Nocny Sygnalista, chociaż nikt nie widział twarzy ani nie zna powodu.
Planowali tylko obejrzeć kaplicę o odpływie, bo mapa wskazywała kamienne stopnie pod północnym pomostem. Lena zabrała słoik, bo w piasku połyskiwało coś jak łuska, i latarkę z pancernego plastiku. Gdy przeszli przez pustą plażę, ziemia drgnęła głucho, jakby pod nią toczyło się żelazne serce. Na murze przy kaplicy zobaczyli wyryty znak z dziennika, świeży, jeszcze biały od soli.
Pod pomostem, między wodorostami, znaleźli klapę z kłódką, a nad nimi wisiał pęknięty dzwon. Z jego języka zwisał cienki przewód, znikający w wodzie jak żyła w mroku portu. Słoik w plecaku nagle się ogrzał i zadrżał, a piasek zaczął układać się w znaki. Lena wysypała go na stopień; ziarna ułożyły pierścień, a z morza mignęła latarnia. W ciszy rozbrzmiało pojedyncze uderzenie, choć dzwon się nie poruszył, a klapka ustąpiła sama. Z ciemności napłynął chłód i zapach ozonu, a z dołu odpowiedziały im trzy krótkie, szybkie błyski.
Kacper nacisnął latarkę trzykrotnie w odpowiedzi, a przewód przy dzwonie drgnął jak struna. Z plecaka Leny syknął stary telefon archiwisty, chociaż był rozładowany od miesiąca. Na ekranie mignęły współrzędne mapy i zdanie, którego brakowało: Nie schodźcie sami. Zanim zdążyli się cofnąć, coś lekko dotknęło Leny ramienia, chłodne, jak woda po sztormie. Kiedy odwróciła głowę, zobaczyła obok znak w piasku, rysowany właśnie czyjąś niewidzialną ręką.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?