Sygnał z opuszczonej wieży
Szkoła w Świerkowie miała opinię najnudniejszej w całym powiecie – przynajmniej do pewnego czerwcowego popołudnia. Lena, Marcel i Iga, paczka od zawsze, wychodzili właśnie z zajęć, chroniąc się przed deszczem pod daszkiem wejściowym. Czekali na autobus, wymieniając się sarkastycznymi uwagami na temat nadchodzącej matury i planów na wakacje, gdy Iga nagle zamilkła, wpatrując się w zarośniętą górkę za boiskiem.
– Widzieliście? – wskazała na coś w oddali.
Za drzewami, na szczycie wzniesienia majaczyła ociężała sylwetka starej radiowej wieży. Stała opuszczona od dziesięcioleci. O tej porze mgła była tak gęsta, że konstrukcja wyglądała niemal nierealnie. W tej samej chwili Marcel wyjął z plecaka krótkofalówkę. Stary sprzęt, którym bawił się po lekcjach, bo jego ojciec był radioamatorem.
– Przestań, znowu chcesz podsłuchiwać rozmowy kierowców TIR-ów? – Lena przewróciła oczami.
– Nie, słuchajcie…
Marcel przekręcił gałkę, próbując złapać cokolwiek oprócz trzasków. Nagle rozległo się coś dziwnego: jednostajny, niskotonowy sygnał, potem trzask – i kobiecy głos, niemal szeptem, wymawiający ciąg cyfr: „257… 014… Gdzie jesteś…?”
Wszyscy spojrzeli po sobie. Sygnał umilkł. Lena, której ciarki przeszły po plecach, spuściła wzrok na krótkofalówkę.
– Kto to mógł być?
– Może numer do radiostacji? – Iga próbowała brzmieć racjonalnie, lecz w jej głosie pobrzmiewało napięcie.
– Albo ktoś woła o pomoc – dodał Marcel, spoglądając w kierunku wieży. – Tam stoi nadajnik. Może sygnał idzie stamtąd. Musimy to sprawdzić.
– Oszaleliście? Jest już prawie ciemno.
Ale nikt nie potrafił zignorować ciekawości. Lena spojrzała na chłopaków. Do wieży prowadziła zarośnięta, zapomniana ścieżka przez las. Chociaż wszędzie było mokro i ślisko, ruszyli pod górę, kierując się srebrzystym światłem latarki z telefonu.
Im bliżej byli wieży, tym wyraźniej czuli niepokój, jakby coś obserwowało ich zza plątaniny gałęzi. Zatrzymali się przy siatce ogrodzeniowej, już zardzewiałej i zniszczonej. Marcel przyłożył krótkofalówkę do ust.
– Halo, czy ktoś nas słyszy?
Bez odpowiedzi. W oddali rozległ się ponury, metaliczny dźwięk, jakby coś upadło na podłogę w środku wieży.
– Słyszeliście to?
Przez pęknięcie w murze Lena dostrzegła migotanie światła wewnątrz budynku, choć powinna być tam tylko ciemność. Przedzierając się przez chwasty, troje nastolatków dotarło do drzwi, które uchyliły się pod wpływem delikatnego pchnięcia. W środku, pośród gruzu i rdzy, stał…
W tej samej chwili głos w krótkofalówce odezwał się jeszcze raz, tym razem wyraźniej i bardziej błagalnie: „Uważajcie… Nie wszystko jest tym, czym się wydaje…”
Zapadła cisza. Lena, Marcel i Iga spojrzeli na siebie, próbując zdecydować, czy wejść dalej, mając świadomość, że za chwilę poznają tajemnicę opuszczonej wieży – o ile będą gotowi na to, co ich tam czeka.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?