Sygnał z Miedzianych Jezior
Noc na obozie żeglarskim była dziś jasna od mlecznej drogi.
Olek, czternastolatek z Gdyni, budował skaner radiowy z rozbitego krótkofalowca.
Wczoraj złapał sygnał, który powtarzał trzy nuty i jeden długi trzask.
Dziś postanowił sprawdzić, skąd płyną dźwięki, i kogo dotyczą naprawdę.
Nina, jego starsza kuzynka, trzymała latarkę i patrzyła w ciemną wodę.
Obok kołysała się ich mała żółta łódka z cichym elektrycznym silnikiem.
Z daleka szeleściły trzciny, a nad zaporą migało czerwone ostrzegawcze światło.
Bosmanka Basia zabroniła podpływać do Wyspy Kół po zmroku, ale trudno.
Sygnał był prosty, jednak krył wzór, który Nina rozpoznała po chwili.
Trzy nuty oznaczały litery, a trzask kończył zestaw, niczym kropka.
Razem układały współrzędne małej wyspy na środku Miedzianych Jezior dokładnie.
Basia opowiadała legendę o miedzianych pierścieniach, które sterują prądem wody.
Po wielkiej burzy dno się poruszyło, a jezioro zwróciło coś starego.
Olek zmrużył oczy i skontrolował mapę w telefonie bez zasięgu.
Kropka pulsowała dokładnie tam, gdzie bosmanka kazała trzymać się z daleka.
— Może to tylko echo stacji — mruknęła Nina, poprawiając kaptur.
Odepchnęli łódkę i ruszyli, śledząc piknięcia, które brzmiały jak oddech.
Mrok był gładki, a woda nosiła łódkę, niby pas startowy.
Nad głowami zakołysała się lina mostu, stara jak opowieści o górnikach.
Na wyspie zobaczyli pordzewiałe szyny, które znikały w ciemnym, niskim tunelu.
Kompas wariował, skacząc jak żaba, a igła raz kręciła się w kółko.
— To nie jest normalne — powiedział Olek, ściszając skaner do szeptu.
Wtedy z ciemności dobiegł ich suchy stuk, jak metal o metal.
Od brzegu odpłynęły bąble, jakby jezioro właśnie nabierało powietrza głęboko.
Weszli w tunel, zostawiając łódkę przy krawędzi, gdzie lina szurała o beton.
Ściany miały miedziane płytki, popękane, z nabazgranym rokiem i znakiem pioruna.
— Osiemdziesiąty siódmy — przeczytała Nina, dotykając liter, które były zimne jak lód.
Skaner zapiszczał nagle, a głos z szumów wyszeptał ich imiona, niewyraźnie.
Olek spojrzał na Ninę, lecz w tunelu zapaliła się obca wiązka światła.
Ktoś musiał wejść z drugiej strony, bo echo niosło kroki coraz bliżej.
Koło na stalowych drzwiach poruszyło się samo, skrzypiąc, jakby długo czekało.
Woda w przejściu zadrżała, a coś pod spodem zaczęło się powoli wynurzać.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?