Sygnał z głębin lasu
Pięć minut po północy, kiedy senny mrok przykrywał miasteczko Roztoki, na ekranie komputera Adama pojawił się żółty komunikat: "Sygnał odebrany. Pozycja: 51°35'N 21°01'E". Chłopak zaniemówił. Od tygodni z przyjaciółmi – Mają, Jankiem i Lenką – pracował nad radiem krótkofalowym, próbując złapać nietypowe transmisje. Jednak ten sygnał był inny. Krótki, przerywany, jakby ktoś desperacko próbował coś przekazać.
"To tam, w lesie, gdzie stoi stare obserwatorium!" krzyknął Adam. Pozostali spojrzeli na siebie z mieszanką podekscytowania i niepokoju. Przed laty krążyły plotki, że w opuszczonym budynku widywano dziwne światła, ale nikt z nich nigdy nie odważył się tam pójść nocą. Maja zerknęła na zegarek. "Jeśli mamy to sprawdzić, musimy ruszać teraz. Następny sygnał może nigdy nie nadejść".
W kilka minut zebrali latarki, batony energetyczne i mapę. Gdy zakradali się przez ciemne podwórka, słychać było tylko ich przyspieszone oddechy i cichy szelest trawy. Przed wejściem do lasu zatrzymali się, patrząc na siebie z niepokojem. "Co jeśli to pułapka?" wyszeptał Janek.
Lenka, która zawsze trzymała głowę wysoko, uniosła brwi. "A co jeśli to ktoś potrzebuje pomocy? Nie sprawdzimy – nie dowiemy się".
Las nocą był zupełnie inny niż za dnia – dźwięki, które dotąd kojarzyli z ptakami czy wiatrem, teraz brzmiały złowieszczo. Promienie latarek ledwie przebijały się przez gęste gałęzie. Po trzydziestu minutach marszu dotarli do zarośniętej ścieżki, prowadzącej prosto do obserwatorium. Budynek majaczył wśród drzew niczym cień z innego świata – zabite deskami okna, obdrapane ściany i ogromna, metalowa kopuła.
Nagle radio w plecaku Adama zatrzeszczało, wydając dźwięk przypominający szept: "Jesteście blisko... pomocy...". Zamarli, czując, jak zimny dreszcz przebiega im po plecach. Mająca najsilniejsze nerwy Maja ruszyła pierwsza, reszta za nią. Kiedy już mieli wejść do środka, usłyszeli trzask, a drzwi do obserwatorium uchyliły się z przeraźliwym skrzypnięciem. Z wnętrza dobiegało światło – złote, pulsujące, zupełnie niepasujące do opuszczonego miejsca.
Adam ściszył oddech i wymienił z przyjaciółmi krótkie, porozumiewawcze spojrzenia. Czy to ktoś, kto nadał sygnał? Czy może coś innego czekało na nich w środku? W tej samej chwili z wnętrza zagrzmiał głos: "Proszę, nie zamykajcie drzwi...".
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?