Świt nad Bagienną Knieją
Mgła snuła się nisko, oblepiając omszałe pnie i rozlewające się bagna. Na skraju knieji, gdzie stare dęby szepczą w nocy tajemnice, stali Marta, Igor i Lena. Para wilczych oczek błyszczała w krzakach, lecz dzieci wiedziały, że w tej części lasu zwierzęta śpią o tej porze. Przyjaciół przygnała tu plotka: ktoś widział światło w starej chatce, w której – jak opowiadały babcie – ponoć mieszkała szeptucha, znająca mowę roślin i zwierząt.
Marta już od dawna chciała poznać prawdziwych czarowników, Igor marzył o zdobyciu rzadkiej rośliny do swojego zielnika, a Lena... Lena mówiła, że szuka przygód, choć od powietrza kniei aż kręciło jej się w głowie. Każde z nich zaciskało w ręce latarkę lub kawałek chleba, gotowe na to, co miało nadejść.
Nagle na stopniach wiodących do chaty zaskrzypiało coś cicho. Igor przyklęknął – długo badał tajemnicze odciski łap w błocie. Na pewno nie należały do żadnego znanego zwierzęcia. Marta podniosła głowę – w wyższych partiach drzew poruszały się cienie. Z wnętrza chatki dobiegała cicha pieśń, jakby śpiewana głosem nie z tego świata.
Lena pierwsza zrobiła krok w stronę drzwi. Nagle z mroku wyłoniła się sylwetka staruszki, której oczy lśniły blaskiem odbitym od księżyca. W jednej ręce trzymała dziwną gałąź, w drugiej – coś, co przypominało glinianą czaszę.
„Przyszliście, chociaż was ostrzegano”, odezwała się głosem tak cichym, że ledwie go słyszeli. „Ale czy odważycie się wejść dalej?” – zapytała, wskazując na ciemność za drzwiami. Za plecami, wśród bagien, rozległ się przeciągły, dziwny śmiech. Przyjaciele spojrzeli po sobie – decyzja należała do nich...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?