Świąteczny kluczyk Zosi
Był grudniowy wieczór i pachniały ciepłe pierniki. Zosia wieszała światełka na choince z tatą. Za oknem wirował śnieg i mrugały kolorowe gwiazdki. Na dywanie leżała czerwona skarpeta pełna niespodzianek. W środku Zosia znalazła maleńki srebrny kluczyk. Nagle z kominka zadźwięczał bardzo cichy dzwoneczek. Zgasła jedna lampka i coś błysnęło pod stołem.
Puszek, biały kot, postawił uszy i zamruczał. „Słyszysz, kotku?” szepnęła Zosia, ściskając kluczyk mocno. Na podłodze pojawiły się drobne, śnieżne kropeczki. Prowadziły za firankę, pod niski parapet w salonie. Tam, przy listach do Mikołaja, brakowało jednego. Zamiast niego leżała kartka z małą gwiazdką. Na kartce widniał narysowany zamek i drzwiczki.
Zosia uniosła firankę i wstrzymała oddech na chwilę. W ścianie lśniły maleńkie, okrągłe drzwiczki z dziurką. Kluczyk pasował do nich jak zagubiony puzzel. Coś zastukało w środku, delikatnie, jak mały młotek. „Halo? Kto tam?” Zosia spytała, przykładając ucho. Odpowiedział szept i podmuch zimnego, słodkiego powietrza. Zamek kliknął, światełko rozlało się jak mleko. Zosia przekręciła kluczyk, a drzwi zaczęły się uchylać.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?