Stukanie pod Otrytem
Wieczorny pociąg do Ustrzyk snuł się przez mokre doliny, a Lena liczyła mosty. Miała dziewiętnaście lat i plecak pełen notatek z botaniki, bo jutro zaczynała praktyki w parku narodowym. Wagon był prawie pusty, pachniał starym drewnem i herbatą w papierowym kubku. Pod siedzeniem Lena znalazła sprasowaną paproć w zniszczonym zeszycie, a pod nią szkic mapy linii, z kropką przy stacyjce Zawój. Ktoś dopisał cienkim ołówkiem: „Nie wysiadaj w Zawoju”.
Na zewnątrz gęstniała mgła, szyby mleczniały, a światła w wagonie zamigotały raz i drugi. Spod podłogi dobiegło trójdzielne stukanie, jak rytm, którego nikt nie wybijał. Lena zerknęła na telefon: brak zasięgu, zegar tkwił na tej samej minucie. Kiedy podniosła zeszyt do światła, kropka na mapie jakby rozlała się w plamkę, coraz ciemniejszą. Za oknem mignęła zardzewiała tablica z literami ZAWÓJ, choć pociąg nie zwalniał.
— Też to słyszysz? — zapytał chłopak z sąsiedniego przedziału, opierając się o framugę. Przedstawił się: Bartek, student geologii, wracał z praktyk terenowych i znał te tory jak linie na dłoni. Uśmiechnął się krótko, lecz oczy miał czujne, jakby liczył każde stuknięcie. — Ten rytm bywa tu co lato. Mówią, że to wiadukt jęczy. W tym momencie drzwi do przedsionka zaryglowały się same, a głośnik w suficie zadudnił ciszą.
Na zaparowanej szybie tuż przy ich głowach wypłynęły litery, jak rysowane palcem od zewnętrznej strony: „WRÓĆ”. Lena wstrzymała oddech, bo wagon toczył się tylko naprzód. W zeszycie między kartkami zaszeleściła koperta, której wcześniej nie widziała, adresowana: „Pasażerka, miejsce 12”. W środku leżał mały mosiężny klucz z blaszką, na której ktoś wygrawerował słowo „Schron”. — Szydera? — syknął Bartek, ale Lena poczuła, że metal jest ciepły, jakby czyjaś dłoń dopiero co go puściła.
Postanowili znaleźć konduktora w ostatnim wagonie, zanim pociąg wjedzie w tunel pod Otrytem. Korytarz tonął w awaryjnej czerwieni, a pod stopami kołysał się luzem niezabezpieczony wieszak. Kroki brzmiały za nimi, regularnie i miękko, lecz gdy się odwracali, było pusto, tylko światło kołysało cienie. Pociąg nagle zwolnił bez zapowiedzi, metal zawył, a gdzieś daleko huknął przeciąg. Na końcu natrafili na czapkę konduktora, jeszcze ciepłą, i ślad mokrych podeszw prowadzący do drzwi służbowych z tabliczką „Nie otwierać podczas jazdy”.
Zza drzwi dobiegło trzy razy to samo stukanie, a potem szept, który znał jej imię: „Lena... otwórz”. Palce same wsunęły klucz w zamek; pasował aż nazbyt idealnie. Zatrzask ustąpił z suchym kliknięciem i drzwi odchyliły się na szerokość dłoni, wypuszczając strumień chłodnego powietrza pachnącego mokrymi liśćmi. Bartek ścisnął jej ramię, a rytm powtórzył się tuż obok, jakby ktoś stał po drugiej stronie i czekał.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?