Strażnicy Uśmiechu
Maks stał w łazience i mierzył czas szczoteczką. Jutro miał w klasie pokaz o higienie jamy ustnej. Dostał nową szczoteczkę soniczną, którą nazwał Błysk wczoraj. Pasta pachniała miętą, a klepsydra cierpliwie sypała sekundy. Maks ćwiczył: małe kółka, po trzy powierzchnie każdego zęba. Potem nić dentystyczna, delikatnie między zębami, bez pośpiechu. Lustro parowało, a on szeptał: „Dwie minuty, żadnych wymówek.”
Nagle z odpływu dobiegło ciche bębnienie, jak stuk palców. Piana podskoczyła i zwinęła się w maleńkie, żółtawe stworki. Miały czapki z cukru i śmiały się bezzębnie. „Płytoludki?” wyszeptał Maks, czując mrowienie na dziąsłach. Błysk zamruczał w dłoni i rozjarzył niebieskie światełko. „Tryb Strażnika Uśmiechu” – zapiszczała szczoteczka, zupełnie jak mały robot. Stworki zaczęły wspinać się po kubku z płukanką.
Maks uniósł Błysk i włączył minutnik na dokładne dwie minuty. Zrobił pierwsze kółko przy trzonowcach, piana zaszumiała jak wiatr. Płytoludki syknęły i cofnęły się za kran. Jedno wgramoliło się na nitkę dentystyczną i zawiązało supeł. „Ej, nitka nie służy do sztuczek” – syknął Maks. Lustro odbiło jego twarz i coś jeszcze, cienie jak plamy po karmelkach. W plamach pulsowały słodkie iskry, większe niż przed chwilą.
Światło w łazience przygasło i zawył czajnik w kuchni. Z półki zeskoczył kubek, jakby ktoś pociągnął za ucho. Błysk drżał, ale świecił równym, odważnym światłem. „Lewy łuk, potem język, damy radę” – powiedział Maks. Wtedy pod dywanikiem coś poruszyło się jak fala. Płytoludki zebrały się w wir i runęły w stronę jego otwartych ust.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?