Did You Know?

Srebrne piórko na strychu


Srebrne piórko na strychu
Dom babci Maliny stał na samym końcu ulicy, tuż przy sadzie. Żółte ściany błyszczały w słońcu, a niebieskie okiennice wyglądały jak uśmiechnięte oczy. Kiedy zawiał wiatr, jabłka kołysały się na gałęziach, a dzwoneczki przy drzwiach dźwięczały: dzyń, dzyń. Tego wieczoru powietrze pachniało cynamonem i powidłami. Babcia mieszała w wielkim garnku, a Lila i Olek siedzieli przy stole i liczyli bąbelki w dżemie. Kot Rumianek, rudy i puszysty, przeciągał się pod krzesłem i mruczał tak głośno, jakby grał na małej kociej harmonii. Nagle światło w kuchni zamigotało. Raz, drugi, trzeci. Po suficie przemknął maleńki blask, jak świetlik, i zniknął w drzwiach prowadzących na strych. „Oho,” uśmiechnęła się babcia Malina. „Chyba czas znieść kołdry. Zrobicie to dla mnie?” Lila skinęła głową. Olek też, chociaż wolałby zostać blisko garnka. Rumianek podążył za nimi, miękko stukając łapkami po schodach. Drzwi na strych były z ciemnego drewna i skrzypnęły, gdy Lila nacisnęła klamkę. Wąskie schodki pachniały kurzem i starą lawendą. Na górze wisiała żarówka na sznurku. Lila pociągnęła za sznurek. Światło zamigotało, jakby drżało ze śmiechu, i rozlało się po całym stryszku. Były tam pudła i kufry, kapelusze w kartonach, porcelanowy słoń bez trąby, drewniany konik na biegunach i lustro przykryte białą chustą. Przez małe okienko wpadał chłodny podmuch, który poruszał kurz. Wszystko na chwilę zawirowało jak maleńkie chmurki. „Szybko znajdziemy kołdry i wracamy do powideł,” szepnął Olek, żeby dodać sobie odwagi. Lila już miała zajrzeć do wielkiego wiklinowego kosza, kiedy coś dotknęło jej dłoni. To było piórko. Srebrne, długie i tak lekkie, że wyglądało jak narysowane w powietrzu. Nie leżało. Unosiło się milimetr nad deską i migotało drobnymi iskierkami. „Widzisz?” Lila wypuściła cichy śmiech, bardziej zdziwiony niż wesoły. Rumianek zadarł nos i zrobił „mrrau?”, jak pytanie. Piórko poruszyło się. Raz. Drugi. Jakby wskazywało kierunek. Sunęło powoli nad podłogą, nie dotykając desek, zostawiając za sobą cienki świetlisty ślad, który znikał tak szybko, jak się pojawiał. „Chyba chce, żebyśmy poszli za nim,” szepnął Olek. Zabrał ze ściany małą latarkę, która wisiała przy drzwiach. Klik. Światło ułożyło się w ciepły stożek. Piórko popłynęło między pudłami, minęło konika na biegunach i zatrzymało się nad starym kufrem z mosiężnymi narożnikami. Kufer był ciężki, obwiązany bordową wstążką. Na wieko ktoś kiedyś przykleił naklejkę z balonem. „Słyszysz?” Lila pochyliła się. Z wnętrza kufra dobiegło ciche: „puk, puk”. Bardzo delikatne, jak kropla wody, która prosi o uwagę. „Puk, puk.” Rumianek nastroszył ogon. Uszy mu drgnęły. Podszedł na palcach i powąchał wstążkę, po czym cofnął się o krok i usiadł, patrząc uważnie. „Może to coś spadło w środku,” powiedział Olek, ale brzmiało to tak, jakby wolał, żeby to było coś naprawdę zwykłego. Piórko zawisło nad zamkiem i zakołysało się raz, potem przycupnęło Lili na dłoni, miękkie jak chmurka. Dziewczynka przygryzła wargę i rozejrzała się. Stryszek był cichy. Tylko zegar bez baterii stał na półce i udawał, że tyka. „Otworzymy?” zapytała. „Powoli,” odparł Olek. Stanął z boku i oświetlił kufer latarką. Światło zadrżało na wstążce. Lila złapała za koniec. Bordowa taśma była gładka i chłodna. Zaciśnięta mocno, jakby bała się, że coś wyskoczy, a może... że coś ucieknie. Dziewczynka pociągnęła. Wstążka poruszyła się odrobinę. „Puk, puk,” – zabrzmiało jeszcze raz, tym razem odrobinę bliżej. „Słyszysz, Rumianek?” Olek nachylił się do kota. Kot nie mrugnął. Wstążka poddała się i zsunęła, szeleszcząc. Przez maleńką szparę w wieku przemknął bardzo wąski promyk. Jasny i ciepły, jak letni poranek. Powiało chłodem i czymś... ożywionym, jakby ktoś właśnie zaczerpnął tchu. Lila i Olek spojrzeli po sobie. Oczy Lili były okrągłe jak jabłka w sadzie. Olek trzymał latarkę tak mocno, że aż mu zbielały palce. „Na trzy,” wyszeptała Lila. „Raz... dwa...” Kufer drgnął sam, jakby ktoś od środka położył dłonie na wieku. „Puk.” Rumianek przestąpił z łapki na łapkę i podniósł ogon wysoko. Piórko w dłoni Lili zadrżało i roziskrzyło się tak, że przez chwilę wyglądało jak maleńka gwiazda. „Trzy!” Wieko uniosło się o centymetr, potem o dwa. Światło spod środka rozlało się po deskach, tańcząc na pajęczynach. Coś, bardzo cichego i bardzo lekkiego, poruszyło się w środku, jak szelest papierowych skrzydeł... I wtedy, tuż obok ich stóp, w ciemnym kącie strychu, rozległo się nagłe „szur, szur”, jakby ktoś jeszcze tam był i właśnie wysunął się z cienia.


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 31
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.