Spirala w skale fiordu
Świt podnosił się nad fiordem jak srebrna kurtyna, a Eira ostrzyła nóż.
Jej ojciec, cieśla okrętowy, mówił, że to nie praca dla niej.
Ale wiatr pachniał podróżą i morzem, a ręce swędziały od ciekawości.
Przygryzła wargę i spojrzała na wodę.
Pod klifem czekała zatoczka, gdzie budowano długi okręt dla jarla.
Na piasku leżała biała kość wieloryba, nacięta w stare znaki.
Eira uczyła się run od babki Ragny, choć nikt nie traktował tego poważnie.
Tego ranka dostrzegła na kości spiralę z kropką, znak Przesmyku.
Leif, jej przyjaciel, przyniósł skrzynię pełną nitów i smoły.
— Znów gapisz się na znaki? — mruknął.
— Wiosłowanie nie czyta run.
Eira wskazała spiralę, a potem klif, gdzie woda ciągnęła jak wdech.
— Tam jest przejście.
Przy odpływie odsłoni się wejście.
Wieczorem w długim domu zgasły pochodnie, a jarl Sven wezwał radę.
Zniknął kamień sterowy, święty jak przysięga, bez niego nie wypłyniemy.
— Kto go ukrył, odda go jutro — rzekł — albo morze samo wyda wyrok.
Słowa uniosły się jak dym, a potem spadły ciężkie na ławy.
Eira ścisnęła wisior z zębów foki, bo znak na kości drżał w myślach.
Noc zjechała z gór jak ciemne sanie, a mgła wpełzła do zatoczki.
Eira ruszyła tam z Leifem, niosąc lampkę osłoniętą muszlą i skórą.
Pod stopami dudniły puste jamy, jakby ziemia miała własne bębny.
Na mokrych kamieniach znów zabłysła spirala, prowadząc prosto w ciemny korytarz.
— Tylko zajrzymy — szepnęła Eira.
— Jeśli coś brzęknie, uciekamy.
Korytarz pachniał solą i smołą, a sufit błyszczał od wodorostów.
W głębi rozległ się cichy chlupot, jak szept wielu języków naraz.
Leif wyciągnął rękę, dotknął ściany i zamarł, bo kamień drgnął.
Przed nimi z ciemności wyłonił się dziób nieznanego okrętu, wciśnięty w jaskinię.
Na desce steru migotał skradziony kamień, a ktoś poruszył się za burtą.
Światło lampki drgnęło, gdy nad wodą rozległ się obcy, trzykrotny sygnał rogu.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?