Słoneczny kamień i szept fiordu
Świt przeciął mgłę nad fiordem, gdy Runa zdjęła futrzany kaptur. Miała czternaście zim i dłoń twardą od lin i wioseł. Jej ojciec, budowniczy łodzi, spał w dymie długiej hali po nocnej pracy. Runa ścisnęła słoneczny kamień po babce, matowej bryłce, która znajdowała słońce. Mgła kryła góry, a fale dudniły jak bębny przed wyruszeniem łodzi. Na runicznym głazie przy brzegu pojawiło się nowe, świeże nacięcie.
„Nie ciąć tu, póki wąż fjordu śpi” – odczytała szeptem, mrużąc oczy. Skald Torbjorn mówił wczoraj o statku-widmie, ciągnącym milczenie za rufą. Jarl Eirik ogłosił wyprawę na północ, po futra, sól i opowieści. „Popłynę jako nawigatorka” – powiedziała do morza, które udawało, że nie słyszy. Gdy dzwon z hali zadzwonił, wieś wyniosła tarcze, liny i prowiant. Runa zauważyła, że nacięcie na głazie lśni lekko, jak świeża rana. Na wodzie krążył kruk, jak zwiadowca, co widzi przez mgły i czas.
„Do wioseł!” – ryknął Eirik, a „Błyskawica” przecięła zmarszczoną taflę fiordu. Runa trzymała słoneczny kamień, obracając go pod mlecznym niebem jak igłę. Światło wyskoczyło z bryłki i osiadło na dalekim północnym zachodzie. „Tam” – wskazała, a załoga wbiła wiosła w wodę jak ostrza. Węzeł steru był nadcięty, cienko, jakby ktoś chciał sprawdzić odwagę. Runa przegryzła lniany sznur i zawiązała nowy, drżąc z gniewu.
Mgła zgęstniała, a bębniarz bił równiej, aż serca zgrały się. W wodzie obok łodzi pojawił się drugi kilwater, bez widocznej łodzi. „Kto nas śledzi?” – spytał Torbjorn, ale echo oddało pytanie dwa razy. Runa przyłożyła dłoń do głazu na dziobie, gdzie rzeźbiono wilka. Kamień był ciepły, jakby pił szept, i drżał pod jej palcami. Nagle z mgły wyłonił się dziób obcego statku, bez żagli, z runą ostrzeżenia. Runa zobaczyła tę samą kreskę co rano, teraz wyrytą głębiej i świecącą. A wtedy ktoś, niewidoczny, wyszeptał jej imię tuż przy uchu.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?