Słoje Ciszy w Księgarni Idy
Lena przyjechała do Gdańska późnym popołudniem, kiedy mgła unosiła się nad Motławą. Niosła plecak, w którym brzęczał mosiężny kompas po mamie, uparty i ciepły. Zamiast wskazywać północ, kręcił się powoli, aż zatrzymał na szyldzie księgarni. Księgarnia Ciotki Idy mieściła się w wąskiej kamienicy przy ulicy Świętojańskiej. Drzwi były otwarte, choć na kartce wisiało: Zamknięte do odwołania. Ciotki nie było, za ladą leżał tylko jej szalik pachnący jałowcem. Przyjechała, bo Ida przysłała krótki list z jednym zdaniem i pieczęcią.
Na półkach piętrzyły się atlasy i baśnie, a między nie wniknęły dziwne przedmioty. Szklany ptak mrugał, choć nie miał oczu, a zegar tykał bez wskazówek. Kompas na dłoni Leny rozgrzał się i wskazał podłogę, tuż za regałem. Tam znalazła klapę z mosiężnym kółkiem i karteczkę wetkniętą pod listewkę. Na karteczce widniało: Lena Nowicka — w razie nagłej ciszy. Z sufitu zwisał sznur od lampy, kołysał się spokojnie, jakby oddychał.
Piwnica pachniała lawendą i kurzem, ale powietrze drżało, jakby ktoś szeptał w ścianach. Na stole stały słoje z etykietami: Wiatr z dachu, Północny Brzeg, Obca Mgła, Cisza. Obok wisiała mapa miasta naszyta z soli i nici, poprzetykana szpilkami. Kreda rysowała ostro krąg ochronny, niedokończony i nadgryziony śladami wilgoci. Na pulpicie leżała kartka od Idy: Nie ufaj zegarom, które stoją. Lena poczuła, jak coś w nią patrzy, uważnie, choć była całkiem sama. Mama zawsze powtarzała, że magia lubi porządek i nie znosi pośpiechu.
Z góry dobiegły kroki, zdecydowane i obce, choć sklep powinien być zamknięty. Kompas wpił się w skórę, jego igła zawyła i wskazała największy słój. Na wosku błyszczał znak łuski syreny, a pieczęć pękała bez dotyku. Powietrze zaczęło płynąć odwrotnie, jakby ktoś podniósł morze i wlał je do słoja. Mapa zaszeleściła, nici przesunęły się, układając nową drogę, prosto przez wodę. Ktoś poruszył kluczem w drzwiach na górze, a w piwnicy zapadł półmrok. Kroki zatrzymały się dokładnie nad Leną, jakby intruz liczył jej oddechy. Z dwóch stron naraz usłyszała szept swojego imienia, dziwnie przeciągły i bliski. Lena uniosła dłoń nad pękającą pieczęcią, gdy na schodach stanęła czyjaś sylwetka.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?