Skrzynia Szeptów
Na skraju miasteczka wyrósł wielki, pasiasty namiot. Chorągiewki szeleściły na wietrze, a w powietrzu pachniało watą cukrową i prażonymi migdałami. Maja ściskała bilet z brokatową gwiazdką, która mieniła się przy każdym kroku. Obok szedł Franek, trzymając balon w kształcie gwiazdy tak mocno, jakby bał się, że odfrunie aż do chmur.
– Szybko, bo zacznie się fanfara! – szepnęła Maja, pociągając brata za rękę.
W środku było jasno i ciepło. Na środku rozciągał się okrąg z jasnych trocin. Reflektory rysowały w powietrzu tunele światła, a orkiestra przygrywała wesoło. Zza szkarłatnej kurtynki wysunął się dyrektor cyrku. Miał czerwony frak, czarny cylinder i lśniącą laskę. Uśmiechnął się szeroko.
– Szanowni państwo, nazywam się Pan Rondo! – zawołał głosem tak dźwięcznym, że aż chorągiewki drgnęły. – Witamy w Cyrku Kolorów!
Najpierw pojawiła się Nela na linie. Stąpała lekko jak kot, a jej srebrne trzewiki migotały jak gwiazdy. Potem wyszedł Rafi, żongler, i podrzucał kolorowe piłki tak szybko, że wyglądały jak tęcza w ruchu. Klaun Bimbam jechał malutkim rowerkiem i zadzwonił maleńkim dzwoneczkiem: ding, ding! Franek zaśmiał się tak głośno, że aż balon zatańczył mu nad głową.
– A teraz… – Pan Rondo zrobił pauzę i spojrzał na widownię. – A teraz pokażemy coś, czego jeszcze u nas nie było. Coś cichego i odważnego. Oto Skrzynia Szeptów!
Kurtyna rozsunęła się jeszcze kawałek i w światło reflektorów wjechała skrzynia na małych kółkach. Była granatowa, w rozsypane srebrne gwiazdy. Pośrodku miała zamek w kształcie gwiazdki, tak błyszczący, że wyglądał jak uchwycony promień Księżyca.
– Czy skrzynie potrafią… szeptać? – zapytał Franek, przechylając głowę.
– Może… jeśli mają coś ważnego do powiedzenia – odparła Maja. Wcale nie była pewna, ale nie mogła oderwać wzroku od gwiezdnego zamka.
Cicho zabębnił bęben. Światła przygasły odrobinę. W namiocie zrobiło się miękko od ciszy, jakby wszyscy naraz założyli rękawiczki na oddechy. Maja usłyszała delikatne tik… tik… tik… jak krople deszczu stukające w metalową puszkę. Skrzynia drgnęła. Jakby ktoś w środku przesuwał się ostrożnie, palcem po desce.
– Ta skrzynia otwiera się tylko wtedy, gdy usłyszy właściwe słowo – powiedział Pan Rondo. – Nie mówi głośno. Trzeba słuchać sercem i uchem jednocześnie.
Bimbam podskoczył i spróbował przyłożyć ucho do wieka. Przez chwilę leżał jak gwiazda rozrzucona na trocinach, a potem wybuchły mu z kieszeni confetti i siedem kolorowych piórek. Widownia zachichotała.
– Potrzebujemy pomocy kogoś, kto potrafi słuchać naprawdę uważnie – ciągnął Pan Rondo. – Kto pomoże Skrzyni Szeptów?
Ręka Mai wystrzeliła w górę. Franek, zaskoczony, też ją podniósł, a jego balon od razu poleciał wyżej.
– O, widzę dwoje odważnych! – Pan Rondo skłonił się. – Zapraszam do kręgu światła.
Trociny delikatnie chrzęściły pod butami, gdy rodzeństwo weszło na arenę. Reflektor otulił ich ciepłym blaskiem. Skrzynia stała tuż przed nimi. Z bliska gwiezdny zamek mienił się jak płatek lodu.
– Proszę, trzymajcie tę wstążkę – powiedział Bimbam, podając im długą, miękką wstążkę w kolorach cyrku. – Wstążka pomaga nie zgubić odwagi.
Maja i Franek złapali wstążkę, każde za swój koniec. Pan Rondo pochylił się, zajrzał do kieszeni fraka, potem do drugiej, potem do wewnętrznej. Pokręcił głową, uśmiechając się nieco zawadiacko.
– Hm. A gdzie podziała się gwiazdka-klucz? – mruknął tak, by wszyscy go słyszeli. – Bez niej zamek nie zrozumie żadnego szeptu.
Bimbam zajrzał do wielkiego buta, potem do cylindra, z którego wyciągnął garść serpentyn i gumową kaczkę. Kaczka zapiszczała: piik!
Maja spojrzała na swój bilet. Na jego rogu połyskiwała brokatowa gwiazdka. Była taka sama jak ta na zamku. Może… to nie przypadek? Brokat zadrżał, jakby zatańczył. Dziewczynka poczuła, że robi się jej ciepło w dłoni.
– Maju… – wyszeptał Franek. – Twoja gwiazdka się rusza.
Gwiazdka na bilecie błysnęła jaśniej i… podskoczyła. Naprawdę! Oderwała się od papieru jak maleńka, świetlna rybka wyskakująca z wody. Zawirowała nad ich palcami, zawahała się przy wstążce, a potem, jakby usłyszała niewidzialne wołanie, popłynęła prosto do srebrnego zamka.
Publiczność wciągnęła powietrze. Orkiestra zamilkła. Chorągiewki nad namiotem zaszeleściły jednym, długim, cichym ssss.
Gwiazdka dotknęła zamka i rozpłynęła się w jego kształcie, jak kropla światła wsiąkająca w noc. Zamek rozjarzył się miękkim blaskiem. Skrzynia poruszyła się jeszcze raz, odrobinę mocniej. Maja ścisnęła koniec wstążki. Franek przycisnął do siebie balon, który teraz migotał jak małe słońce.
– Jeśli usłyszycie słowo, powtórzcie je razem – powiedział Pan Rondo półgłosem. – Wtedy skrzynia zrozumie.
Maja zamknęła oczy. Usłyszała tik… tik… a potem cichutkie brzdęk, jak uśmiech dzwoneczka. Coś jakby głos, bardzo leciutki, przemykał w powietrzu. Franek też nadstawił ucha, aż jego balon dotknął delikatnie jej ramienia.
Nagle zamek zastukał: klik! Raz. Drugi raz. Wieko skrzyni drgnęło i uniosło się o grubość palca. Ze środka wymknął się wąski promyk światła, cieplutki jak słońce schowane w kieszeni. Publiczność wstrzymała oddech. Bęben zamruczał najciszej, jak potrafił.
– Słyszę… coś – wyszeptała Maja, otwierając szerzej oczy.
Wieko poruszyło się jeszcze o milimetr. Światło zadrżało. W tym samym momencie nad areną zaszumiał wiatr, chorągiewki zagrały krótką melodię, a gwiezdny zamek rozbłysnął tak jasno, że na trocinach zatańczyły małe, świetlne plamki. Ktoś z tyłu kichnął, a balon Franka lekko szarpnął się do góry.
I wtedy ze środka skrzyni dobiegł ich wyraźny, miękki szept. Tylko jedno słowo. Maja i Franek spojrzeli na siebie, jednocześnie nabierając tchu, gotowi je powtórzyć...
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?