Did You Know?

Skrzynia, która stukała


Skrzynia, która stukała
Wiatr szeleścił w kasztanie za oknem, a w kuchni babci Zosi pachniało cynamonem i pieczonymi jabłkami. Lila rozłożyła na stole kolorowe guziki, układając z nich serce, a Antek rysował latarkę ze srebrną rączką. Kot Pączek, puchaty i pręgowany, wąchał wszystko po kolei i mruczał jak malutki silniczek. — Pamiętajcie, nie wbiegajcie boso do ogrodu po zmroku. Mokra trawa, a potem katar — powiedziała babcia Zosia, nalewając herbaty z malinami. — A jak skończycie, możecie pobawić się na strychu. Tylko ostrożnie. Lila i Antek zamienili się spojrzeniami. Strych u babci był jak zaczarowane pudełko: stare kufry, wędkarskie siatki dziadka, pudła pełne szalików, a pod małym oknem — kosz jabłek, które pachniały słodko nawet zimą. Kiedy Pączek zobaczył, że Lila zawiązuje buty, nagle podskoczył, zgarnął łapą czerwoną wstążkę i pobiegł pod schody. Zatrzymał się przy rozkładanej drabince na strych i zaczął miauczeć. — No dobrze, idziemy za przewodnikiem — zaśmiała się Lila. Antek chwycił latarkę ozdobioną naklejkami w kształcie gwiazdek. Pstryk. Światło było miękkie i ciepłe, jak żółty plaster miodu. Na strychu pachniało drewnem, kurzem i suszonymi kwiatami. Świetliki kurzu tańczyły w snopie latarki, a nad głowami skrzypiała belka, jakby sowa poruszyła skrzydłem. Pod małym okienkiem leżał dywanik z zielonych włóczek, a obok — wielka, drewniana skrzynia z metalowymi narożnikami. Miała mosiężny zamek w kształcie słońca. — Ojej… jaka piękna — szepnęła Lila. Pączek wskoczył na wieko, usiadł i zwinął ogon wokół łapek. Nagle wszyscy troje usłyszeli: stuk… stuk… stuk. — Słyszałaś? — Antek wyprostował się jak struna. — Słyszałam. Może to gałązka o dach? — Lila pochyliła się bliżej. Stuk… pausa… stuk, stuk. Tym razem dźwięk dochodził wyraźnie z wnętrza skrzyni. Nie głośny, nie groźny. Bardziej jak delikatne pukanie w drzwi. — Babciu? — zawołał Antek w dół przez dziurę po drabinie. Z kuchni dobiegł odgłos czajnika i głos babci Zosi: — Już idę po miętę do ogrodu! Za chwilę wrócę! Wróci cisza, tylko wiatr zaszurał gdzieś w rynnach. Lila uklękła przy skrzyni. Na wieku była przyczepiona blaszka z wyrytym wzorem fal i gwiazd. Zamek miał mały otwór, a obok niego ktoś dawno temu wypalił w drewnie maleńką kropkę, jak pieg. Stuk. Stuk. Pączek nastawił uszy. Ogon mu się napuszył jak szczotka do butelek. — Może to coś prosi, żeby je wypuścić? — wyszeptał Antek. — Albo… może to tylko piłka, co odbija się o ścianki. Lila przełknęła ślinę. Wspaniałe i mądre dzieci często lubią wiedzieć, co stuka. Ale lubią też wiedzieć, czy to bezpieczne. — Najpierw zobaczmy, czy w ogóle da się to otworzyć — zdecydowała. Obeszli skrzynię dookoła. Obok leżał rulon z mapą świata, piórko w kolorze błękitu i stary sznur z supełkami, które wyglądały jak małe guziki. Na belce, tuż nad skrzynią, wisiał na gwoździu czerwony sznurek. A na sznurku… klucz! Był wąski i nieco krzywy, zakończony kółkiem w kształcie gwiazdy. Gdy Lila podniosła go, w powietrzu zatańczył cichy dźwięk, jak dzwoneczek poruszony lekkim podmuchem. — Pasuje! — ucieszył się Antek. — Zobacz, to samo słońce na zamku i gwiazda na kluczu. Jak noc i dzień. Stuk. Stuk, stuk. Trochę szybciej, jakby ktoś w środku nie mógł się doczekać. — Jeśli będzie strasznie, od razu zamykamy — powiedziała Lila, patrząc na brata. — Obiecujesz? — Obiecuję — przytaknął Antek. — Policzmy do trzech. Raz… — Dwa… — dodała Lila. Pączek zamruczał: — Mrrr… — Trzy! — powiedzieli razem. Klucz wszedł w zamek z cichym kliknięciem. Antek przekręcił go powoli. Zamek zadrżał, jakby przeciągnął się po długiej drzemce, i… klik! W tym samym momencie z dziurki wyleciał cienki pasek światła. Nie biały. Taki, jak jasny poranek po deszczu, z odrobiną błękitu i złota. Pachniało morzem i cynamonem równocześnie. — Widzisz to? — Antek otworzył szeroko oczy. — Widzę. I czuję. Jakby ktoś piekł szarlotkę na plaży — Lila chichnęła nerwowo. Skrzynia lekko drgnęła. Stuk. Tym razem dźwięk przypominał skromne „puk, puk”, tak uprzejme, że trudno było się bać. A jednak w brzuchu Lili i Antka zrobiło się cieplutko i łaskotliwie, jak od zbyt szybkiej karuzeli. Połysk w otworze migotał. W powietrzu zawisły drobinki, błyszczące jak confetti z promieni słońca. Na chwilę wydało im się, że słyszą cichutkie „pssst”, jakby ktoś szeptał zza ściany: „Halo?” — Może powinniśmy poczekać na babcię — Lila ściszyła głos. Antek spojrzał na Pączka. Kot spojrzał poważnie i stuknął łapką w wieko. Jak pieczątka: tak. — Zrobimy tylko malutką szparę — postanowił Antek. — Tyle, żeby zajrzeć. Lila położyła dłoń na wieku. Było gładkie i ciepłe, jak ławeczka wystawiona na słońce. Razem z bratem uniosła rogiem pokrywę. Zawiasy zapiszczały cieniutko: iiiii… W tej samej chwili wiatr dmuchnął w małe okienko i wpadł na strych pachnący ogrodem powiew mięty. Światło w środku skrzyni zadrżało. Pączek zeskoczył na podłogę, nastroszył wąsy i stanął jak strażnik. — Gotowy? — szepnęła Lila. — Gotowy — odpowiedział Antek i wziął głęboki oddech. Wieko uniosło się o centymetr. Dwa. Trzy. Z wnętrza wysunęła się smużka błyszczącego pyłku, zatańczyła w powietrzu i musnęła Antka w nos. Chłopiec kichnął cicho: — Apsik! Stuk. Teraz dźwięk był tuż, tuż. Jak mała dłoń, która delikatnie prosi o uwagę. Lila przygryzła wargę. Światło tańczyło po ich twarzach. Serce biło im szybciej. Cały strych jakby na chwilę wstrzymał oddech. Nawet belka przestała skrzypieć. — Trzy… dwa… jeden… — wyszeptał Antek. Lila uniosła wieko jeszcze wyżej i zajrzała do środka…


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 35
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.