Did You Know?

Sklep, który słucha


Sklep, który słucha
Po lekcjach Iga zostawała w osiedlowym sklepie ciotki, między paczkomatem a kserokopiarką. Lubiła gładki stuk monet w kasie i neon, który mrugał tylko jej. Ulicę znała jak kieszeń bluzy: zegary autobusów, skrzypiące zawiasy, ludzi wracających z siłowni. Zwykłe rzeczy zachowywały się tu rozsądnie, dopóki nikt nie pytał, czego naprawdę potrzebuje. Tego popołudnia zapytała o to kasę, naciskając SKAN, jakby tkała pytanie w wiązkę światła. Piknięcie brzmiało inaczej przy jabłku dla smaku niż przy jabłku dla odwagi przed rozmową. Etykieta migała na wyświetlaczu, dopisując szeptem: jedna złotówka, i czyjś lepszy wieczór gratis. Iga śmiała się cicho, myśląc, że to tylko prąd, albo radio z wyjątkowym humorem. Do drzwi weszła kobieta w zużytej kurtce, niosąc pustą kartkę jak ostrożnie przewożony talerz. — Lista, ale atrament zgasł — powiedziała, pokazując kartkę, która pachniała deszczem i tonerem. Iga podsunęła lampkę pod ladą i litery wypłynęły jak rozgrzana czekolada po zimnym talerzu. Cisza w słoiku, odwaga w proszku, cierpliwość w kostkach, poproszę, bez reklamówki, dziękuję. Za plecami, między mąką a pastą do zębów, stały apteczne słoiki, jakby zawsze tu czekały. Dotknęła jednego i ciepło przeszło jej palce, zostawiając błysk na skórze, jak po zimnych iskrach. — Nie dawkuj bez powodu — mruknęła kobieta, jakby powtarzała słowa po kimś, kogo dawno nie widziała. Dzwonek znów zadźwięczał i wpadł Olek z jej klasy, zadyszany, z włosami stającymi jak anteny. — Energetyk i cokolwiek na stres — wyrzucił, rozglądając się, jakby goniło go coś niewidzialnego i zimnego. Słoiki zabrzęczały cicho, zakrętki poruszyły się, jak monety przebierane w kieszeni podczas trudnej rozmowy. Radio, zwykle grające reklamy, ściszyło się samo i włączyło piosenkę, którą Olek nienawidził od dziecka. Iga poczuła, że sklep zmienia rytm, jakby ktoś zaklaskał i świat złapał ten sam takt. Sięgnęła po Odwagę, żeby uspokoić szklane drżenie, lecz równocześnie sięgnęła druga, zdeterminowana dłoń. Ich palce zetknęły się na ciepłym słoiku i nakrętka kliknęła, wypuszczając zapach cynamonu i burzy. Światło zamigotało, a paczkomat zaskrzypiał i samoistnie otworzyły się drzwiczki z numerem dziewięć, najmniejsze. Na podłogę spadła paczka przewiązana drukarską taśmą, podskoczyła, i zatrzymała się przy butach Igi. Na etykiecie, świecącej jak ekran telefonu, widniało jej imię, a radio wyszeptało: odbierz teraz, albo nigdy.


Author of this ending:

Age category: 16-17 years
Publication date:
Times read: 42
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.