Przypisy do rzeczywistości
Nina miała siedemnaście lat i mieszkała na dziesiątym piętrze bloku na Przymorzu w Gdańsku, gdzie co wieczór tramwaje przewiewały kurz jak fale. W windzie znała każdy ton brzęczyka, a z balkonu widywała morze jako wąską smugę srebra. Lubiła porządek i drobiazgi: sznurki do kapturów, papierowe paragony, krzesła ustawione równo z fugą kafelków. Nic niezwykłego, poza tym, że od pewnego czasu rzeczy jakby przysiadały bliżej ucha, jakby czekały, aż ktoś je wreszcie dopisze.
Długopis znalazła w piórniku, chociaż przysięgła, że wcześniej go nie było. Granatowy, wytarty, z mikroskopijnym napisem „Jabłoński Zegarmistrz, Piwna 7”. Dziadek kiedyś wspominał ten zakład, ale żadne wspomnienie nie pasowało do długopisu, który pisał miękko, choć nie miał wkładu. Pierwszy przypis pojawił się, gdy Nina podkreśliła nim ceramiczny kubek w białe kropki. Tuż obok ucha, w powietrzu, zawisła cienka literka, jak nitka pary nad herbatą: „W tej filiżance śmiech smakuje lepiej po dziewiętnastej”. Zadrżała. Przetarła kciukiem literki i rozsypały się w zwykłą parę.
Spróbowała na innych rzeczach, ostrożnie jak z nowym instrumentem. Na czerwonym przystanku Hallera długopis przeciągnął linię po blasze, a powietrze zadrżało słowami, których nikt poza nią nie słyszał: „Nie zatrzymuj się dziś na tym przystanku”. Nina rozejrzała się nerwowo, tramwaj dzwonił, ludzie gapili się w telefony, śniegowi nie chciało się padać. Wciągnęła kaptur i poszła piechotą, udając, że nic z tego nie rozumie, a jednak słucha do końca.
Przy następnym rogu minęła kiosk, gdzie gazety składały się jak origami, i neon z rybą mrugał w rytmie metronomu. Na witrynie sklepu „Wszystko po trochę” długopis zostawił kreskę, która w sekundę zamieniła się w szept: „Piwna 7, dziś 17:14, zapytaj o zegar bez wskazówek”. Spojrzała na telefon: 16:58. „Może to żart” – mruknęła, ale kroki przyspieszyły, jakby ktoś pociągnął sznurek przy jej sercu. Piwna pachniała kawą i mokrym kamieniem. Nad wąskimi drzwiami wisiał szyld jak z dawnych czasów, litery miały cienie jak skrzydła.
Wewnątrz panował półmrok i szelest czasu, który nie męczył, tylko otulał. Setki zegarów tykały nierówno, jak deszcz na dachu, a pod ladą leżały szkła wypolerowane do błysku. Na drzwiach pracowni ktoś kiedyś nakleił złotą literę J, startą na krawędziach. Nina przesunęła długopisem po mosiężnej klamce i przypis wyszeptał: „Wejdziesz tylko, jeśli wiesz, jak brzmi cisza”. Serce zaczęło jej łomotać nieprzyzwoicie głośno. „Halo?” – zawołała krótko, ale odpowiedziało jej tylko stłumione tikanie. Kiedy dotknęła klamki drugi raz, wszystkie zegary na ścianach jednocześnie zamilkły, a spod drzwi dobiegł ją cichy, bardzo wyraźny szept, który znał jej imię.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?