Przynieś milczenie
Wieczór spływał na osiedle jak ciemny atrament, a Lena liczyła oddechy.
Od kiedy pamiętała, cienie reagowały na nią jak nieśmiałe koty, zawracając.
Wystarczyło, że przymknęła oczy, a potrafiła je przesuwać po ścianach miękko.
Tego dnia postanowiła przestać uciekać i zobaczyć, kto naprawdę patrzy na nią.
Anonimowa wiadomość wisiała w skrzynce od trzech godzin, z tematem: Przynieś milczenie.
Adres prowadził do opuszczonego planetarium przy starym nasypie, gdzie miasto kończyło zdania.
Założyła kurtkę po bracie, w kieszeń wsunęła latarkę i czarną gumkę.
Ciche rzeczy najlepiej słyszeć, kiedy ulica staje się tylko linią świateł.
Obiecała sobie, że jeśli to pułapka, przynajmniej pójdzie tam szybciej niż strach.
Przed drzwiami planetarium stał chłopak ze szkoły, Marcel, z plecakiem pełnym baterii.
Uśmiechnął się krótko, jakby wiedział o niej wszystko, i od razu szeptał.
„Też je widzisz, prawda, Lenka, te odklejone cienie na krawędziach rzeczy?”
Zastygła, a potem przytaknęła, bo uciekanie robi z człowieka małą latarkę.
Słowo prawda brzmiało jak klucz, ciężkie, lecz pasujące dokładnie do zamka.
Drzwi były zablokowane od środka, ale szczeliny pełzały ciemnością jak miękka żyłka.
Marcel wyjął jakieś narzędzie, lecz Lena uniosła dłoń i wplotła cień w zamek.
Chłód przeszedł ją jak trzask iskry, gdy metal odpowiedział krótkim, zdumionym kliknięciem.
W środku pachniało kurzem i projektorem, a nad głowami zalegał spłowiały kosmos.
Na podłodze ktoś narysował kredą okrąg, przecięty liniami jak tarcza zegara.
W rogu migotał rzutnik, ale obraz nie drgał, jakby czekał na czyjś znak.
Głos z głośnika powiedział miękko, bez powitania: „Zatrzymaj światło, jeśli umiesz, a drzwi się otworzą.”
Lena wciągnęła powietrze i pozwoliła światłu skłonić się, jakby łapała biegnącą rzekę.
Wtedy kurz zawisł w powietrzu, wskazówki stanęły, a pod oknem pojawiły się ślady.
Ślady były mokre, jak po deszczu, i prowadziły prosto do nich, krok po kroku.
Marcel szepnął jej imię, ale mikrofon w suficie odpowiedział niższym szeptem, zaskakująco czułym.
„Leno, nie odwracaj się jeszcze,” powiedziało, „bo to, co cię szuka, już tu stoi.”
Na ścianie tuż obok nich pękła ciemność, jakby ktoś rozsunął zasłony nożem ze światła.
Lena poczuła, że cień przy jej stopach unosi się jak kot, gotów skoczyć.
A potem ktoś, kogo nie widzieli, wypowiedział jej drugie imię, takie, którego nie powinna znać.
Author of this ending:
English
polski
What Happens Next?