Did You Know?

Przycisk Chichotu


Przycisk Chichotu
Słoneczny Park pachniał ciepłą trawą i lodami o smaku gumy balonowej. Słońce sprawiało, że staw lśnił, a kaczki rysowały na wodzie chwiejące się literki V. Lila i Sam byli zajęci budowaniem łódeczki z liścia z malutką flagą na patyku, na której napisali: „S.S. Chichot”. – Wiatr jest idealny – powiedziała Lila, mrużąc jedno oko jak kapitan statku. – Stawiaj żagle! – Aj, aj! – zasalutował Sam patykiem. Łódeczka dzielnie zrobiła kilka ruchów, po czym wróciła do brzegu jak nieśmiała żółwica. Wtedy Lila to zauważyła. Obok ławki z narożnikiem oblepionym gumą i z odpadającą farbą do latarni był przytwierdzony mały metalowy pudełek. Wielkością przypominało śniadaniówkę, było tak błyszczące, że można było zobaczyć w nim własny nos, a na środku znajdował się duży żółty przycisk. Sam nachylił się bliżej. – Co mówią te maleńkie literki? Lila starła kurz rękawem i przeczytała powoli i uważnie: – „Przycisk Chichotu. Naciśnij tylko, jeśli kochasz się śmiać”. Spojrzeli na siebie. Spojrzeli na przycisk. Potem oboje wydali z siebie pisk – taki sam, jak wtedy, gdy zobaczy się szczeniaka w okularach przeciwsłonecznych. – A co, jeśli sprawi, że kaczki zaczną opowiadać dowcipy? – wyszeptała Lila. – A co, jeśli sprawi, że trawa zacznie łaskotać nas w palce u stóp? – wyszeptał Sam. – A co, jeśli sprawi, że niebo zrobi fikołka? – A co, jeśli nasze nosy zaczną pikać? – Sam szturchnął swój, na wszelki wypadek. Pik. Nic. Pan Kieszonka, dozorca parku, przejechał obok swoim skrzypiącym wózkiem. Miał zieloną czapkę i około stu kieszeni. W każdej kieszeni coś było: małe grabki, stos biletów, jo-jo, kanapka, trzy szyszki i jeden uprzejmy żab, który powiedział: – Rechot – jakby trzymał komuś drzwi. – Panie Kieszonka! – zawołała Lila. – Widział pan to wcześniej? Pan Kieszonka spojrzał na pudełko przez okulary, a potem przez drugą parę, którą wyciągnął z innej kieszeni. – Hm! Nigdy wcześniej tego nie widziałem. Wygląda oficjalnie. Wygląda błyszcząco. Wygląda, jakby pachniało cytryną, gdybym powąchał. Ale nie powącham, bo ostatnim razem, gdy coś powąchałem, kichałem konfetti przez dwa dni. – Czy powinniśmy to nacisnąć? – zapytał Sam. Pan Kieszonka podrapał się po czapce, zamyślony. – Moja rada? Przeczytajcie napis, policzcie do trzech i upewnijcie się, że nikt nie stoi na skórce od banana. – Popchnął swój wózek dalej, a uprzejmy żab powiedział: – Rechot, proszę bardzo – do wiewiórki. Wiewiórka z imponującym ogonem zbiegła po latarni i stuknęła przycisk małymi łapkami. Stuk. Stuk. Przycisk zamrugał nieśmiało, jak świetlik uczący się świecić. – Zamrugał! – pisnęła Lila. – Może czeka na prawdziwe naciśnięcie – powiedział Sam. – Jak dzwonek u dziadka, który nie działa, jeśli nie naciśniesz go łokciem. Kaczka podreptała bliżej, przekrzywiając głowę w lewo, potem w prawo. – Kwa? – spytała, co oznaczało: – Czy to ma coś wspólnego z jedzeniem? – Może ma coś wspólnego ze śmiechem – odparła Lila. – A to prawie tak dobre, jak jedzenie. Sam podwinął rękawy. – Dobrze. Potrzebujemy planu. Krok pierwszy: bezpieczeństwo. – Wskazał patykiem ziemię. – Nikt nie stoi na skórkach od banana. Sprawdzone. Lila sprawdziła. Żadnych bananów. Tylko podejrzany liść, który wyglądał jak banan udający liść. – Krok drugi: nauka. Zrobimy delikatny test. – Sam zerwał długie źdźbło trawy. Łaskotał nim przycisk. Przycisk wydał dźwięk, który nie był ani piknięciem, ani czkawką. Pikawka. Trawa wydała cichy chichot, jakby się śmiała wbrew sobie. Lila wpatrywała się. – Czy trawa właśnie się zaśmiała? – Niemożliwe – powiedział Sam. A wtedy trawa zaśmiała się znowu, cichym hi-hi, które sprawiło, że źdźbło się zatrzęsło. Lila i Sam spojrzeli na siebie oczami wielkimi jak ciasteczka. – Krok trzeci: prawdziwe naciśnięcie – powiedziała Lila, czując się odważna i rozbawiona. – Ale musimy być gotowi. Postawili swoją liściową łódkę na ławce, na wypadek gdyby musiała odpłynąć od nadmiaru śmiechu. Lila związała włosy w dwa bardzo poważne kucyki. Sam mocno zapiął rzepy w butach z głośnym chrrrip. Zrobili krok w tył, potem krok do przodu, a potem krok w bok, bo kaczka usadowiła się dokładnie tam, gdzie chciały stanąć ich palce. – Dobrze – powiedział Sam. – Wciśniemy go razem. Na trzy. Wiewiórka zasalutowała. Kaczka zamrugała. Żab z drugiej strony ścieżki powiedział cicho, jak bibliotekarz: – Rechot. – Raz – powiedziała Lila. Leciutki wietrzyk przemknął i poruszył liście. – Dwa – powiedział Sam. Fontanna w stawie zabulgotała trochę wolniej, jakby słuchała. – Tr... – zaczęła Lila, ale przycisk zapulsował ciepło pod jej palcem, raz, drugi, jak śpiące serduszko. Oboje zamarli. Żółte kółko rozbłysło trochę jaśniej. Zaczęło też cichutko brzęczeć – takim brzęczeniem, które łaskocze w uszy i sprawia, że chce się śmiać bez powodu. Pan Kieszonka zatrzymał się na górze alejki i zdjął czapkę. Wiatr przestał targać drzewami. Nawet chmury pochyliły się bliżej, jak wtedy, gdy ktoś zaraz opowie najlepszy, najgłupszy dowcip. Lila połknęła gulgot ekscytacji. – Dobrze. Teraz naprawdę na trzy. – Raz – wyszeptał Sam. Przycisk zabzyczał. – Dwa – wyszeptała Lila. Kaczka przesunęła się o cal bliżej. – Trzy! – wyszeptali razem. Nacisnęli. Przycisk rozbłysnął radośnie. Latarnia wydała cichy dźwięk chrząknięcia – „ekhem” – jakby szykowała się do przemowy. Ławka pod ich liściową łódką zadrżała jak przeciągający się kot. Brzęczenie zmieniło się w melodię przypominającą śmiech, który próbuje się powstrzymać, a potem przycisk powiedział – „HIK!” i –


Author of this ending:

Age category: 5-7 years
Publication date:
Times read: 22
Endings: Zero endings? Are you going to let that slide?
Category:
Available in:

Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Only logged-in heroes can write their own ending to this tale...


Share this story

Zero endings? Are you going to let that slide?


Write your own ending and share it with the world.  What Happens Next?

Every ending is a new beginning. Write your own and share it with the world.